Nowe fryzurki. Pazurki nowe.
I już kreacje wszystkie gotowe.
Nowe sukienki. Nowe spódnice.
I wszystko nowe. Nawet nie zliczę.
Nowa bielizna. Nowe trzewiczki.
Nowy makijaż i rękawiczki.
I całkiem nowa już pani każda.
No bo wieczorem to będzie jazda.
I wszystkie panie już całkiem nowe.
Takie bombowe i wystrzałowe!
Na wierzch wyłażą facetom oczy.
Widok wspaniały! Widok uroczy!
Będzie zabawa. Będzie uciecha.
Każda się pani miło uśmiecha.
Będą prywatki i potańcówki.
Będą słodycze. Będą makówki.
Będą imprezy. Będą hulanki.
I będzie żona. I mąż kochanki.
Będą balangi. I będą bibki.
I będą ..., i będą ....
I będzie radość. I będzie frajda.
Ktoś gdzieś tam obrus cały zafajda.
I będzie ubaw. I będą karty.
I już gospodarz całkiem ożarty.
Będzie alkohol. Będą kotlety.
A już na deser będą balety!
Taka rozrywka. Taka zabawa.
Bo dziś Sylwester. Wiadoma sprawa!
czwartek, 31 grudnia 2009
Życzenia
Życzę ja ci, drogi Lechu,
Jeszcze więcej z ciebie śmiechu.
Życzę "małpek" przez dzień cały.
Boś zasłużył na pochwały!
Tyś zasłużył na życzenia!
Więc ci życzę powodzenia.
Na Borneo lub w Gabonie.
Na Sumatrze lub w Sajgonie!
Jeszcze więcej z ciebie śmiechu.
Życzę "małpek" przez dzień cały.
Boś zasłużył na pochwały!
Tyś zasłużył na życzenia!
Więc ci życzę powodzenia.
Na Borneo lub w Gabonie.
Na Sumatrze lub w Sajgonie!
środa, 30 grudnia 2009
Spot
A mnie taki spot się śni:
Pan prezydent smacznie śpi.
Wchodzą doń znani lokaje.
Każdy "małpkę" mu podaje.
Pan prezydent wnet się budzi.
Patrzy - a tu już tłum ludzi.
Wszyscy ładnie się kłaniają
I go miło pozdrawiają.
Są uśmiechy, miłe słówka.
Jest zakąska i wałówka.
Pan prezydent się ubiera.
Nikt nim tam nie poniewiera.
Każdy rację mu przyznaje
I swą miłość doń wyznaje.
Więc uśmiecha się szeroko
I każdemu puszcza oko.
I za biurkiem siada szybko.
Wzgardził "małpką", wzgardził rybką.
Już papiery podpisuje.
I nie czeka. Lecz pracuje!
Pan prezydent smacznie śpi.
Wchodzą doń znani lokaje.
Każdy "małpkę" mu podaje.
Pan prezydent wnet się budzi.
Patrzy - a tu już tłum ludzi.
Wszyscy ładnie się kłaniają
I go miło pozdrawiają.
Są uśmiechy, miłe słówka.
Jest zakąska i wałówka.
Pan prezydent się ubiera.
Nikt nim tam nie poniewiera.
Każdy rację mu przyznaje
I swą miłość doń wyznaje.
Więc uśmiecha się szeroko
I każdemu puszcza oko.
I za biurkiem siada szybko.
Wzgardził "małpką", wzgardził rybką.
Już papiery podpisuje.
I nie czeka. Lecz pracuje!
wtorek, 29 grudnia 2009
Plany
Trza coś zrobić, drogi bracie.
Powiem szczerze - liczę na cię.
Ja cię do pałacu wziąłem
I meldunek ja przyjąłem.
Różne plany przemyślałem.
Takie wnioski wysupłałem.
My premiera pochwycimy
I do szafy go wsadzimy.
No i zrobisz mnie premierem.
Bo niedługo będę zerem.
Taka wolta. Takie plany.
No i we dwóch radę damy.
Może zamach też zrobimy.
Jakoś sobie poradzimy!
Powiem szczerze - liczę na cię.
Ja cię do pałacu wziąłem
I meldunek ja przyjąłem.
Różne plany przemyślałem.
Takie wnioski wysupłałem.
My premiera pochwycimy
I do szafy go wsadzimy.
No i zrobisz mnie premierem.
Bo niedługo będę zerem.
Taka wolta. Takie plany.
No i we dwóch radę damy.
Może zamach też zrobimy.
Jakoś sobie poradzimy!
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Poświęcenie
Mój czytelniku. Drogi. Łaskawy.
Poświęć się trochę dla dobra sprawy.
Całuj Marzenkę. Całuj Beatkę.
I każdą w PiS-ie znaną dzierlatkę.
I wszystkie panie z PiS-u wycałuj.
Swoich wysiłków wcale nie żałuj.
Znane kobiety. Dorodne panie.
I wszystkie super. Takie mam zdanie.
Więc ruszaj, stary, już do roboty.
Ja na to wcale nie mam ochoty.
Poświęć się trochę dla dobra sprawy.
Całuj Marzenkę. Całuj Beatkę.
I każdą w PiS-ie znaną dzierlatkę.
I wszystkie panie z PiS-u wycałuj.
Swoich wysiłków wcale nie żałuj.
Znane kobiety. Dorodne panie.
I wszystkie super. Takie mam zdanie.
Więc ruszaj, stary, już do roboty.
Ja na to wcale nie mam ochoty.
Jest taki dzień
Mordy wy moje. Pyski kochane.
Śliczne, paskudne i porąbane.
Dzień Całowania dziś się zaczyna.
Niech da mi buzi śliczna dziewczyna.
Lecz bracia sami niech się całują.
I własną śliną niech się otrują!
Śliczne, paskudne i porąbane.
Dzień Całowania dziś się zaczyna.
Niech da mi buzi śliczna dziewczyna.
Lecz bracia sami niech się całują.
I własną śliną niech się otrują!
niedziela, 27 grudnia 2009
Potocznik
Rzecznik nam się poddał grypie.
Ledwo sapie, ledwo zipie.
Płyną z forów doń życzenia:
Dość, Januszku, już bredzenia.
Już nie wychodź z tego łóżka.
Jest kołderka, jest poduszka.
Tam pozostań. Tam dokazuj.
I już nam się nie pokazuj.
Już na wizję nie wchodź, bracie.
Bo dumacie i dukacie
Jakieś brednie i androny.
Pleciesz jakby pokręcony!
Ledwo sapie, ledwo zipie.
Płyną z forów doń życzenia:
Dość, Januszku, już bredzenia.
Już nie wychodź z tego łóżka.
Jest kołderka, jest poduszka.
Tam pozostań. Tam dokazuj.
I już nam się nie pokazuj.
Już na wizję nie wchodź, bracie.
Bo dumacie i dukacie
Jakieś brednie i androny.
Pleciesz jakby pokręcony!
sobota, 26 grudnia 2009
Święta
I tak sobie lecą Święta.
Trochę karpia, trochę szynki.
Tu kieliszek, tam kropelka.
Trzeba zajrzeć do rodzinki.
Wizytacje i wizyty.
Odwiedziny, przemieszczanie.
I już wszędzie polityka.
Więc po Świętach, drogi panie.
Już prezydent na tapecie.
I minister też Rostowski.
O prezesie zdań wymiana.
Powracają zwykłe troski.
Trochę karpia, trochę szynki.
Tu kieliszek, tam kropelka.
Trzeba zajrzeć do rodzinki.
Wizytacje i wizyty.
Odwiedziny, przemieszczanie.
I już wszędzie polityka.
Więc po Świętach, drogi panie.
Już prezydent na tapecie.
I minister też Rostowski.
O prezesie zdań wymiana.
Powracają zwykłe troski.
piątek, 25 grudnia 2009
Święta
Są prezenty. Jest choinka.
Każda cieszy się dziewczynka.
Każdy chłopczyk też się cieszy.
Do prezentów zaraz spieszy.
Jest zabawa. I są Święta.
Lecz niech każdy też pamięta,
Że są tu ważniejsze rzeczy.
Temu to nikt nie zaprzeczy.
Serce, uśmiech, miłe słowa.
Do pomocy dłoń gotowa.
Szlachetnego brak myślenia.
Tyle jeszcze do zrobienia.
Czytałem wczoraj różne fora.
Jestem porażony miłością panującą wśród Polaków.
Miłość i wzajemne wybaczanie sobie wszystkiego.
Wybaczają i proszą o wybaczenie.
Z głębi serca płynące życzenia.
A ja jakoś nie mogę odpędzić od siebie myśli, że jeden drugiego by w łyżce wody najchętnie utopił!
Każda cieszy się dziewczynka.
Każdy chłopczyk też się cieszy.
Do prezentów zaraz spieszy.
Jest zabawa. I są Święta.
Lecz niech każdy też pamięta,
Że są tu ważniejsze rzeczy.
Temu to nikt nie zaprzeczy.
Serce, uśmiech, miłe słowa.
Do pomocy dłoń gotowa.
Szlachetnego brak myślenia.
Tyle jeszcze do zrobienia.
Czytałem wczoraj różne fora.
Jestem porażony miłością panującą wśród Polaków.
Miłość i wzajemne wybaczanie sobie wszystkiego.
Wybaczają i proszą o wybaczenie.
Z głębi serca płynące życzenia.
A ja jakoś nie mogę odpędzić od siebie myśli, że jeden drugiego by w łyżce wody najchętnie utopił!
czwartek, 24 grudnia 2009
Wigilia
Ludzie drodzy. Święta idą.
Koniec z postem. Koniec z bidą.
Stoły aż się uginają.
W wannie karpie trzy pływają.
Jest nalewka, wino, wódka.
Jest choinka. Lecz malutka.
Szkoda kasy na to drzewko.
Lepiej poić się nalewką.
Szkoda kasy na prezenty.
Zawsze znajdą się wykręty.
Lecz coś w końcu kupić trzeba.
To tradycja. Wola nieba.
Śledź też będzie. Inne ryby.
I kapusta. Będą grzyby.
I coś z maku, i coś z sera.
To tradycja. To maniera.
Wszyscy ludzie wykąpani.
Czysty pan jest, czysta pani.
Piękne stroje. Są krawaty.
Są garsonki śliczne w kwiaty.
Uczesane pięknie dzieci.
Dawno wyniesione śmieci.
Błyszczy pięknie już podłoga.
Nawet dziadka mina sroga
Złagodniała. Krzątanina.
Już ozdoby ktoś przypina.
Buty pięknie wyczyszczone.
Dzisiaj mąż to kocha żonę.
Dzisiaj wszyscy się kochają.
Innym z siebie wszystko dają.
Jest opłatek. Są życzenia
Zdrowia, szczęścia, powodzenia.
Pod choinką mnóstwo darów.
Nie ma kłótni, nie ma swarów.
Są kolędy. Są rozmowy.
Dzisiaj każdy jest jak nowy.
To Wigilia. Polska. Nasza.
Boga każdy dziś zaprasza!
Koniec z postem. Koniec z bidą.
Stoły aż się uginają.
W wannie karpie trzy pływają.
Jest nalewka, wino, wódka.
Jest choinka. Lecz malutka.
Szkoda kasy na to drzewko.
Lepiej poić się nalewką.
Szkoda kasy na prezenty.
Zawsze znajdą się wykręty.
Lecz coś w końcu kupić trzeba.
To tradycja. Wola nieba.
Śledź też będzie. Inne ryby.
I kapusta. Będą grzyby.
I coś z maku, i coś z sera.
To tradycja. To maniera.
Wszyscy ludzie wykąpani.
Czysty pan jest, czysta pani.
Piękne stroje. Są krawaty.
Są garsonki śliczne w kwiaty.
Uczesane pięknie dzieci.
Dawno wyniesione śmieci.
Błyszczy pięknie już podłoga.
Nawet dziadka mina sroga
Złagodniała. Krzątanina.
Już ozdoby ktoś przypina.
Buty pięknie wyczyszczone.
Dzisiaj mąż to kocha żonę.
Dzisiaj wszyscy się kochają.
Innym z siebie wszystko dają.
Jest opłatek. Są życzenia
Zdrowia, szczęścia, powodzenia.
Pod choinką mnóstwo darów.
Nie ma kłótni, nie ma swarów.
Są kolędy. Są rozmowy.
Dzisiaj każdy jest jak nowy.
To Wigilia. Polska. Nasza.
Boga każdy dziś zaprasza!
Dziecina
Idzie z góry już Dziecina.
Śliczne oczka. Dziarska mina.
Ma spodenki. Ma kubraczek.
Niesie wszystkim mnóstwo paczek.
Już nadchodzi. Już jest blisko.
To nieziemskie jest zjawisko.
Jak w "Quo vadis" u Henryka
Tak Dziecina k'nam pomyka.
Uśmiechnięta. Ręce w górze.
Aniołowie za Nią w chórze.
Mądre słowa ludziom prawi.
I nam wszystkim błogosławi!
Śliczne oczka. Dziarska mina.
Ma spodenki. Ma kubraczek.
Niesie wszystkim mnóstwo paczek.
Już nadchodzi. Już jest blisko.
To nieziemskie jest zjawisko.
Jak w "Quo vadis" u Henryka
Tak Dziecina k'nam pomyka.
Uśmiechnięta. Ręce w górze.
Aniołowie za Nią w chórze.
Mądre słowa ludziom prawi.
I nam wszystkim błogosławi!
środa, 23 grudnia 2009
Tak to widzę
Mądrość na górze.
Mądrość w pałacu.
Mądrość na dole.
Na każdym placu.
I w każdym domu.
W każdej zagrodzie.
Wtedy dopiero
Myśl o swobodzie
Błyśnie jak piorun!
Jak błysk czystej stali!
I wtedy wielcy!
Jak przedtem mali.
Dobroć na łąkach.
Dobroć na polach.
Dobroć na stepach.
I na ugorach.
I razem mądrość, dobroć w szeregu.
I wszyscy wspólnie. Choć każdy w biegu.
Szlachetne myśli.
Szlachetne słowa.
Gdy dobroć w sercach,
A mądrość w głowach!
Mądrość w pałacu.
Mądrość na dole.
Na każdym placu.
I w każdym domu.
W każdej zagrodzie.
Wtedy dopiero
Myśl o swobodzie
Błyśnie jak piorun!
Jak błysk czystej stali!
I wtedy wielcy!
Jak przedtem mali.
Dobroć na łąkach.
Dobroć na polach.
Dobroć na stepach.
I na ugorach.
I razem mądrość, dobroć w szeregu.
I wszyscy wspólnie. Choć każdy w biegu.
Szlachetne myśli.
Szlachetne słowa.
Gdy dobroć w sercach,
A mądrość w głowach!
Śmiech
Śmieje się młody, śmieje się stary.
Śmieje samotny i śmieją pary.
Śmieje się pani i pan się śmieje.
Gdy nie ma śmiechu, to źle się dzieje.
Śmieje się często wesołek-matołek.
Śmieje się dziwnie chichotka-idiotka.
Z gracją się śmieje ta stara ciotka.
Taki radosny jest śmiech podlotka.
Jest śmiech pijacki i śmiech raniący.
I śmiech od Boga pokój czyniący.
Śmiech jadowity i obraźliwy.
I śmiech subtelny, i śmiech straszliwy.
Jest śmiech nerwowy i śmiech chóralny.
Śmiech bardzo sztuczny i śmiech tubalny.
Jest śmiech piskliwy i zaraźliwy.
Jest rechot chama, rechot kretyna.
A jak się śmieje śliczna dziewczyna?
Śmieje się czysto. Śmieje srebrzyście.
Aż drżą leciutko z uciechy liście.
Aż ptaki milkną i jej słuchają.
Siedzą cichutko. Nie przeszkadzają.
Śmieje samotny i śmieją pary.
Śmieje się pani i pan się śmieje.
Gdy nie ma śmiechu, to źle się dzieje.
Śmieje się często wesołek-matołek.
Śmieje się dziwnie chichotka-idiotka.
Z gracją się śmieje ta stara ciotka.
Taki radosny jest śmiech podlotka.
Jest śmiech pijacki i śmiech raniący.
I śmiech od Boga pokój czyniący.
Śmiech jadowity i obraźliwy.
I śmiech subtelny, i śmiech straszliwy.
Jest śmiech nerwowy i śmiech chóralny.
Śmiech bardzo sztuczny i śmiech tubalny.
Jest śmiech piskliwy i zaraźliwy.
Jest rechot chama, rechot kretyna.
A jak się śmieje śliczna dziewczyna?
Śmieje się czysto. Śmieje srebrzyście.
Aż drżą leciutko z uciechy liście.
Aż ptaki milkną i jej słuchają.
Siedzą cichutko. Nie przeszkadzają.
wtorek, 22 grudnia 2009
Mateusz
Znów przeczytam Mateusza.
Bo Mateusz to mnie wzrusza.
To czytanie raz do roku.
Po południu. Tak o zmroku.
Bo Mateusz to mnie wzrusza.
To czytanie raz do roku.
Po południu. Tak o zmroku.
Gwiazda
Więcej betonu. Mniej galarety!
Więcej rozumu, a mniej podniety!
To zaczynanie i to kończenie.
Zwykłe Pociesznej Gwiazdy bredzenie!
Więcej rozumu, a mniej podniety!
To zaczynanie i to kończenie.
Zwykłe Pociesznej Gwiazdy bredzenie!
Kolęda pod wpływem
Odkręcamy się na siebie.
By na ziemi tak jak w niebie
Tej Dzieciny wola była.
By wśród ludzi się spełniła.
Hej, kolęda, kolęda!
Szczere gesty i uśmiechy.
Wszystkie już zmazane krechy.
Zapomniane kłótnie, żale.
Nikt ich nie pamięta wcale.
Hej, kolęda, kolęda!
Ten Szkrab radość nam przynosi.
Ludzi pięknie wszystkich prosi,
Żeby szczerze się kochali.
I w miłości tej wytrwali.
Hej, kolęda, kolęda!
By na ziemi tak jak w niebie
Tej Dzieciny wola była.
By wśród ludzi się spełniła.
Hej, kolęda, kolęda!
Szczere gesty i uśmiechy.
Wszystkie już zmazane krechy.
Zapomniane kłótnie, żale.
Nikt ich nie pamięta wcale.
Hej, kolęda, kolęda!
Ten Szkrab radość nam przynosi.
Ludzi pięknie wszystkich prosi,
Żeby szczerze się kochali.
I w miłości tej wytrwali.
Hej, kolęda, kolęda!
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Rachunek sumienia
Drodzy Polacy. A także Polki.
Adamy, Józki, Ewy i Jolki.
Bracia nam płaczą. Płaczą w gazecie.
I co kochani na to powiecie?
Są ciemiężeni i są zwalczani.
Nikt ich nie kocha. Każdy ich rani.
Głos bracia razem w gazecie dali.
Nikt ich nie kocha. Nikt ich nie chwali.
Przecież są prawi i sprawiedliwi.
Nie są kochani. I to mnie dziwi.
Od świtu oczy nam otwierają
I objawienia różne rzucają.
Dla nas pracują i się starają.
Przecież ci bracia tak nas kochają.
A my niewdzięczni ich nie lubimy
I jakieś wizje po nocach śnimy.
Wizje bez braci. Bez Jarka. Lecha.
Polska bez braci nam się uśmiecha?
Adamy, Józki, Ewy i Jolki.
Bracia nam płaczą. Płaczą w gazecie.
I co kochani na to powiecie?
Są ciemiężeni i są zwalczani.
Nikt ich nie kocha. Każdy ich rani.
Głos bracia razem w gazecie dali.
Nikt ich nie kocha. Nikt ich nie chwali.
Przecież są prawi i sprawiedliwi.
Nie są kochani. I to mnie dziwi.
Od świtu oczy nam otwierają
I objawienia różne rzucają.
Dla nas pracują i się starają.
Przecież ci bracia tak nas kochają.
A my niewdzięczni ich nie lubimy
I jakieś wizje po nocach śnimy.
Wizje bez braci. Bez Jarka. Lecha.
Polska bez braci nam się uśmiecha?
Olśnienie

Bo Olechowski się prezentuje.
Bywa, się zjawia, reprezentuje
Swoją osobę. Siebie samego.
Z tego jest znany, drogi kolego.
Kiedyś zapewniał. Dziś zdanie zmienia.
To rzecz normalna - do przewidzenia.
Ma Andrzej teraz swoje minuty.
Więc z nich korzysta - idzie na skróty.
I pięknie Andrzej wyjaśnił wszystko.
I są już media. Jest widowisko.
I inne tory. I ważne sprawy,
Tak być nie może. To nie zabawy.
I nie dla szumu. Tylko dla kraju.
Więc trzeba walczyć w grudniu i w maju.
I tym podobne inne bredzenie.
Rzeczą pocieszną - nagłe olśnienie!
Tekst właściwie z 02.07.09.
Obserwacje
Tak to mniej więcej wygląda.
Prawie każdy ma na swoim dysku ze 100 filmów.
Prawie każdy ma ze 100 płyt DVD z filmami.
Prawie każdy ma w tv z 60 kanałów.
A ja już słyszę płacz, że znowu będzie pokazywany Kevin.
Nawet dziś rano redaktorka żaliła się, że znowu będzie musiała słuchać WHAM.
Biedna Marta. Pewnie nie ma u siebie żadnej innej muzyki.
Że też nikogo nie denerwuje ubieranie na Święta choinki.
Bo takich głosów nie słyszałem.
Prawie każdy ma na swoim dysku ze 100 filmów.
Prawie każdy ma ze 100 płyt DVD z filmami.
Prawie każdy ma w tv z 60 kanałów.
A ja już słyszę płacz, że znowu będzie pokazywany Kevin.
Nawet dziś rano redaktorka żaliła się, że znowu będzie musiała słuchać WHAM.
Biedna Marta. Pewnie nie ma u siebie żadnej innej muzyki.
Że też nikogo nie denerwuje ubieranie na Święta choinki.
Bo takich głosów nie słyszałem.
Samokrytyka przedświąteczna
Stanisław siedzi i pisze głupoty.
Wziąłby się lepiej do jakiej roboty.
Siedzi i pisze. I kontempluje.
A co napisze, to wydrukuje.
Wziąłby się lepiej do jakiej roboty.
Siedzi i pisze. I kontempluje.
A co napisze, to wydrukuje.
Powroty
Wracają. Wracają. I znów się pokazują.
Pewnie zew polityczny kolejny raz czują.
Na tę znaną zarazę to nie ma medyka.
Bo gorsza niż narkotyk jest dziś polityka!
Kto raz jej zasmakował - już bez niej nie umie.
Że ludzie mają dosyć - tego nie rozumie.
Znowu muszą być w mediach. Wywiady. Reklamy.
Znów się musi pokazać działacz zapomniany!
Więc powroty i przejścia. To dla nich podniety.
Ale rzecz widać jasno - to stare kotlety!
Rzucają domy, pracę rzucają.
I, by nam pomóc, znowu wracają!
Bredzą. Marudzą. Dziwne sny mają.
Dla dobra kraju brzytwę chwytają.
Jak te koguty na szczycie wieży!
Ja im nie wierzę. Kto chce, niech wierzy!
Pewnie zew polityczny kolejny raz czują.
Na tę znaną zarazę to nie ma medyka.
Bo gorsza niż narkotyk jest dziś polityka!
Kto raz jej zasmakował - już bez niej nie umie.
Że ludzie mają dosyć - tego nie rozumie.
Znowu muszą być w mediach. Wywiady. Reklamy.
Znów się musi pokazać działacz zapomniany!
Więc powroty i przejścia. To dla nich podniety.
Ale rzecz widać jasno - to stare kotlety!
Rzucają domy, pracę rzucają.
I, by nam pomóc, znowu wracają!
Bredzą. Marudzą. Dziwne sny mają.
Dla dobra kraju brzytwę chwytają.
Jak te koguty na szczycie wieży!
Ja im nie wierzę. Kto chce, niech wierzy!
niedziela, 20 grudnia 2009
Zima
Taka zima. Takie mrozy.
Gdzie łańcuchy? Gdzie powrozy?
Są awarie. Prądu ni ma.
Teraz to już nie jest kpina.
Stań do walki z mrozem, śniegiem.
I się ruszaj. Szybciej. Biegiem.
Bierz łopatę i bierz łomy.
Ruszaj w Polskę. W różne strony.
Śnieg odwalaj i krusz lody.
Niechaj walczy stary, młody.
Powalczymy. Potrafimy.
Cały świat znów zadziwimy!
Gdzie łańcuchy? Gdzie powrozy?
Są awarie. Prądu ni ma.
Teraz to już nie jest kpina.
Stań do walki z mrozem, śniegiem.
I się ruszaj. Szybciej. Biegiem.
Bierz łopatę i bierz łomy.
Ruszaj w Polskę. W różne strony.
Śnieg odwalaj i krusz lody.
Niechaj walczy stary, młody.
Powalczymy. Potrafimy.
Cały świat znów zadziwimy!
Robota
Drogi Lechu. Idą Święta.
O tym dobrze ja pamiętam.
Czas pokoju. Pojednania.
Znasz ty dobrze moje zdania
Na twój temat. Jasno piszę.
Gdy cię widzę. Gdy cię słyszę.
Ale Lechu! Bój się Boga!
Zrób coś z sobą! Bo jo moga.
Jo nad sobom fest pracuja.
I nic sobie nie daruja.
Teraz gwarę pilnie ćwiczę.
Zdania składam. Słówka liczę.
Zabierz też się do roboty.
Nie rżnij głupa czy idioty.
Weź się do roboty, Lechu!
Wtedy będzie ciut mniej śmiechu!
O tym dobrze ja pamiętam.
Czas pokoju. Pojednania.
Znasz ty dobrze moje zdania
Na twój temat. Jasno piszę.
Gdy cię widzę. Gdy cię słyszę.
Ale Lechu! Bój się Boga!
Zrób coś z sobą! Bo jo moga.
Jo nad sobom fest pracuja.
I nic sobie nie daruja.
Teraz gwarę pilnie ćwiczę.
Zdania składam. Słówka liczę.
Zabierz też się do roboty.
Nie rżnij głupa czy idioty.
Weź się do roboty, Lechu!
Wtedy będzie ciut mniej śmiechu!
sobota, 19 grudnia 2009
Kolęda pod wpływem
Jest moherka i modelka.
Idą Święta. Radość wielka.
Hej, kolęda, kolęda!
Jest policjant wraz z dresiarzem.
Bóg dziś łaskę nam okaże.
Hej, kolęda, kolęda!
Są strażacy, podpalacze.
Wszyscy razem. Nikt nie płacze.
Hej, kolęda, kolęda!
Jest marynarz i jest góral.
Jest hydraulik i jest rura.
Hej, kolęda, kolęda!
Razem się weselą wszyscy.
I ci obcy, i co bliscy.
Hej, kolęda, kolęda!
Idą Święta. Radość wielka.
Hej, kolęda, kolęda!
Jest policjant wraz z dresiarzem.
Bóg dziś łaskę nam okaże.
Hej, kolęda, kolęda!
Są strażacy, podpalacze.
Wszyscy razem. Nikt nie płacze.
Hej, kolęda, kolęda!
Jest marynarz i jest góral.
Jest hydraulik i jest rura.
Hej, kolęda, kolęda!
Razem się weselą wszyscy.
I ci obcy, i co bliscy.
Hej, kolęda, kolęda!
Bracia
Przeżyliśmy potop szwedzki.
Przeżyliśmy i radziecki.
Przeżyjemy obu braci.
Bądź cierpliwy. Się opłaci.
Bo odejdą. Znikną w dali.
Szkoda, żeśmy ich wybrali.
Ten nasz wybór. Nasze głosy.
Czasem rwiemy z głowy włosy.
Już nie będą jątrzyć, mieszać.
I nie będą nas ośmieszać.
Bo odejdą. I Bóg z nimi.
Czy za nimi zatęsknimy?
Przeżyliśmy i radziecki.
Przeżyjemy obu braci.
Bądź cierpliwy. Się opłaci.
Bo odejdą. Znikną w dali.
Szkoda, żeśmy ich wybrali.
Ten nasz wybór. Nasze głosy.
Czasem rwiemy z głowy włosy.
Już nie będą jątrzyć, mieszać.
I nie będą nas ośmieszać.
Bo odejdą. I Bóg z nimi.
Czy za nimi zatęsknimy?
piątek, 18 grudnia 2009
Kolęda pod wpływem
Pierwsza gwiazdka już na niebie.
Więc odkręćmy się na siebie.
Hej, kolęda, kolęda!
Złóżmy sobie tu życzenia:
Zdrowia, szczęścia, powodzenia.
Hej, kolęda, kolęda!
Znowu przyjdzie Synek Boży
I złe moce wnet zatrwoży!
Hej, kolęda, kolęda!
Wszyscy ręce wyciągają
I Dziecinę już witają.
Hej, kolęda, kolęda!
Więc odkręćmy się na siebie.
Hej, kolęda, kolęda!
Złóżmy sobie tu życzenia:
Zdrowia, szczęścia, powodzenia.
Hej, kolęda, kolęda!
Znowu przyjdzie Synek Boży
I złe moce wnet zatrwoży!
Hej, kolęda, kolęda!
Wszyscy ręce wyciągają
I Dziecinę już witają.
Hej, kolęda, kolęda!
Credo któreś tam
Już od rana rymy piszę.
Nic nie widzę. Nic nie słyszę.
Pełno rymów dookoła.
Żadne dziecko jeść nie woła.
No więc piszę bzdury różne.
Raz poprzeczne, raz podłużne.
Czasem sam się w rymach gubię.
Ale piszę. No bo lubię!
Nic nie widzę. Nic nie słyszę.
Pełno rymów dookoła.
Żadne dziecko jeść nie woła.
No więc piszę bzdury różne.
Raz poprzeczne, raz podłużne.
Czasem sam się w rymach gubię.
Ale piszę. No bo lubię!
czwartek, 17 grudnia 2009
Zima w mediach
Polska pod śniegiem.
Na drogach breja.
To chyba koniec!
Czy jest nadzieja???
Same śniegi, mgły i szklanki.
Droga nawet do kochanki
Zasypana. Cóż ja pocznę?
Coś popiszę. I odpocznę.
Zima ziębi. Straszy zima.
Więc nadziei żadnej ni ma!!!
Na drogach breja.
To chyba koniec!
Czy jest nadzieja???
Same śniegi, mgły i szklanki.
Droga nawet do kochanki
Zasypana. Cóż ja pocznę?
Coś popiszę. I odpocznę.
Zima ziębi. Straszy zima.
Więc nadziei żadnej ni ma!!!
Już czas
Kolędnicy. Kolędniczki.
Wszyscy do mnie. Do muzyczki.
Czas nadchodzi na śpiewanie.
Na prezentów rozdawanie.
Więc do sklepów. Na bazary.
Niech tam idzie młody, stary.
Każdy niechaj prezent kupi.
Kto nie kupi - ten jest gupi!
Wszyscy do mnie. Do muzyczki.
Czas nadchodzi na śpiewanie.
Na prezentów rozdawanie.
Więc do sklepów. Na bazary.
Niech tam idzie młody, stary.
Każdy niechaj prezent kupi.
Kto nie kupi - ten jest gupi!
środa, 16 grudnia 2009
Kolęda pod wpływem
Znów kolędy będą śpiwać.
Będą tańczyć i wydziwiać.
Hej, kolęda, kolęda!
Będą jedli, będą pili
I będą się weselili.
Hej, kolęda, kolęda!
Kłótnie każdy dziś ucina,
Bo nadchodzi już Dziecina!
Hej, kolęda, kolęda!
Ludzie znowu się bratają.
Jedni drugim wszystko dają!
Hej, kolęda, kolęda!
Przyjdzie mały Jezusicek
I każdemu da koszyczek!
Hej, kolęda, kolęda!
Będzie radość i wesele.
Śnieg się już pod stopy ściele!
Hej, kolęda, kolęda!
Będą tańczyć i wydziwiać.
Hej, kolęda, kolęda!
Będą jedli, będą pili
I będą się weselili.
Hej, kolęda, kolęda!
Kłótnie każdy dziś ucina,
Bo nadchodzi już Dziecina!
Hej, kolęda, kolęda!
Ludzie znowu się bratają.
Jedni drugim wszystko dają!
Hej, kolęda, kolęda!
Przyjdzie mały Jezusicek
I każdemu da koszyczek!
Hej, kolęda, kolęda!
Będzie radość i wesele.
Śnieg się już pod stopy ściele!
Hej, kolęda, kolęda!
Obserwacje
Polska jazda
Piją, jeżdżą, ludzi uczą,
Choć kursanci czasem buczą.
Tu promile, tam procenty.
Trochę czosnku, trochę mięty.
Piją wszyscy tak jak leci.
Piją nawet małe dzieci.
Piją starzy, piją młodzi.
Bo kieliszek nie zaszkodzi.
Pije babcia, dziadek pije.
Wszyscy wrzeszczą: niech nam żyje!
Niech nam żyje polskie picie!
Takie czasy. Takie życie.
Pij od rana do wieczora.
Bo na picie każda pora
Jest właściwa! Dobra jest!
Więc chlupnijmy! No i cześć!
Choć kursanci czasem buczą.
Tu promile, tam procenty.
Trochę czosnku, trochę mięty.
Piją wszyscy tak jak leci.
Piją nawet małe dzieci.
Piją starzy, piją młodzi.
Bo kieliszek nie zaszkodzi.
Pije babcia, dziadek pije.
Wszyscy wrzeszczą: niech nam żyje!
Niech nam żyje polskie picie!
Takie czasy. Takie życie.
Pij od rana do wieczora.
Bo na picie każda pora
Jest właściwa! Dobra jest!
Więc chlupnijmy! No i cześć!
wtorek, 15 grudnia 2009
Legendy
Ktoś tam, gdzieś tam, coś tam zrobił
I legendy się dorobił!
Teraz na legendzie jedzie.
Po śniadaniu. Po obiedzie.
Są wykłady i odczyty.
No i zysk niesamowity.
Na legendzie to jechanie
Piękna sprawa, drogi panie.
Przeszłość piękna i wspaniała
Dzisiaj też by się przydała.
Dzień dzisiejsze równie ważny,
Jeśli ktoś chce być poważny.
Ale dzisiaj tylko bredzi.
Dziś spokojnie nie usiedzi.
Dziś mu w myślach tylko kasa.
Gdzie legenda? Gdzie jest klasa?
Bo jest ważne to, co było.
Że to jest, co nam się śniło.
Ale dzisiaj też coś znaczy.
I nie może być inaczej!
Bo z historii tak wynika,
Że legendy ze świecznika
Bardzo szybko już spadały.
I w tym jest ambaras cały!
I legendy się dorobił!
Teraz na legendzie jedzie.
Po śniadaniu. Po obiedzie.
Są wykłady i odczyty.
No i zysk niesamowity.
Na legendzie to jechanie
Piękna sprawa, drogi panie.
Przeszłość piękna i wspaniała
Dzisiaj też by się przydała.
Dzień dzisiejsze równie ważny,
Jeśli ktoś chce być poważny.
Ale dzisiaj tylko bredzi.
Dziś spokojnie nie usiedzi.
Dziś mu w myślach tylko kasa.
Gdzie legenda? Gdzie jest klasa?
Bo jest ważne to, co było.
Że to jest, co nam się śniło.
Ale dzisiaj też coś znaczy.
I nie może być inaczej!
Bo z historii tak wynika,
Że legendy ze świecznika
Bardzo szybko już spadały.
I w tym jest ambaras cały!
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Choroba
Chory Lechu. Ciągle chory.
Na nic zdadzą się doktory.
No więc płacze. No więc beczy.
Nic już Lecha nie uleczy.
Na odejście tak choruje!
Przyszły rok go w serce kłuje!
Na nic zdadzą się doktory.
No więc płacze. No więc beczy.
Nic już Lecha nie uleczy.
Na odejście tak choruje!
Przyszły rok go w serce kłuje!
niedziela, 13 grudnia 2009
Niedziela
Śnieżek prószy. Pada sobie.
Jest niedziela. Nic nie robię.
Właśnie zjadłem dwie brzoskwinie.
Dzionek leci. Dzionek minie.
Dziś nie myślę. Dziś nie piszę.
Lecz przeglądam stare klisze.
Stare zdjęcia. Stare slajdy.
Tyle wspomnień. Tyle frajdy!
Jest niedziela. Nic nie robię.
Właśnie zjadłem dwie brzoskwinie.
Dzionek leci. Dzionek minie.
Dziś nie myślę. Dziś nie piszę.
Lecz przeglądam stare klisze.
Stare zdjęcia. Stare slajdy.
Tyle wspomnień. Tyle frajdy!
Zima
sobota, 12 grudnia 2009
Idol
Ma dryg do tańca i do różańca.
Czasem od brata też ma kuksańca.
Ma Gośkę, chrapkę i ma nadzieję,
Choć nie wie wcale, co tu się dzieje.
Ma mierny talent i szanse marne.
I ruchy dziwne. Jakieś niezdarne.
Ma tajemnice. I za uszami.
Lecz ten koleżka ciągle jest z nami.
Ma ci on brata, którego kocha.
Na widok brata nasz naród szlocha.
Szlocha i płacze. Włosy wyrywa.
To nic nowego. W Polsce tak bywa.
Czasem od brata też ma kuksańca.
Ma Gośkę, chrapkę i ma nadzieję,
Choć nie wie wcale, co tu się dzieje.
Ma mierny talent i szanse marne.
I ruchy dziwne. Jakieś niezdarne.
Ma tajemnice. I za uszami.
Lecz ten koleżka ciągle jest z nami.
Ma ci on brata, którego kocha.
Na widok brata nasz naród szlocha.
Szlocha i płacze. Włosy wyrywa.
To nic nowego. W Polsce tak bywa.
piątek, 11 grudnia 2009
Koszałki - opałki
Plącze ten Lechu. Kręci i miesza.
Bo dzisiaj broni, choć wczoraj wieszał.
Głodne kawałki i farmazony.
Zwykłe głupoty. Zwykłe androny.
Te zwykle bujdy. Te banialuki.
I myśli pewnie, że ktoś to kupi.
Bo mu się nudzi. Nic do roboty.
To opowiada różne głupoty!
Bo dzisiaj broni, choć wczoraj wieszał.
Głodne kawałki i farmazony.
Zwykłe głupoty. Zwykłe androny.
Te zwykle bujdy. Te banialuki.
I myśli pewnie, że ktoś to kupi.
Bo mu się nudzi. Nic do roboty.
To opowiada różne głupoty!
Ochrona
I nowy przetarg. Nowa ochrona.
A ja ze śmiechu powoli konam.
Nowa ochrona. Nowi goryle.
Będzie bezpieczny ten nasz pupilek.
Lecz zza goryli go nie zobaczę.
Więc już od rana szlocham i płaczę.
Co ja mam zrobić? Zdjęcie se kupię.
Będzie mój idol zawsze przy du...
Będę go nosił w tylnej kieszeni.
I tej decyzji nikt już nie zmieni!
A ja ze śmiechu powoli konam.
Nowa ochrona. Nowi goryle.
Będzie bezpieczny ten nasz pupilek.
Lecz zza goryli go nie zobaczę.
Więc już od rana szlocham i płaczę.
Co ja mam zrobić? Zdjęcie se kupię.
Będzie mój idol zawsze przy du...
Będę go nosił w tylnej kieszeni.
I tej decyzji nikt już nie zmieni!
czwartek, 10 grudnia 2009
Nobel
Szczep
Nikt nam nie będzie rzeczy gniótł!
Ni płaszczy, ni kapeluszy!
Ni rękawiczek, ni szalików!
Ni polskiej naszej duszy!
Się zastawimy i zaprzemy!
Bo jak to robić dobrze wiemy!
I na jednego chłopa naszego
Trzeba dać będzie ośmiu obcego!
Będziemy krzyczeć, że nas biją
I sprawa się zakończy chryją!
Nie pozwolimy! I się nie damy!
Bo zarządzenia to w du... mamy!
Nikt nas nie będzie uczył porządku!
Bo swego mamy dosyć rozsądku!
I nas przeproszą! Za polską duszę!
Za nasze płaszcze i kapelusze!
Ni płaszczy, ni kapeluszy!
Ni rękawiczek, ni szalików!
Ni polskiej naszej duszy!
Się zastawimy i zaprzemy!
Bo jak to robić dobrze wiemy!
I na jednego chłopa naszego
Trzeba dać będzie ośmiu obcego!
Będziemy krzyczeć, że nas biją
I sprawa się zakończy chryją!
Nie pozwolimy! I się nie damy!
Bo zarządzenia to w du... mamy!
Nikt nas nie będzie uczył porządku!
Bo swego mamy dosyć rozsądku!
I nas przeproszą! Za polską duszę!
Za nasze płaszcze i kapelusze!
środa, 9 grudnia 2009
Potomek
Na przestrzeni naszych dziejów
Wielu było wielkich mężów.
Wielu było sławnych królów.
Wielu też wybitnych wodzów.
Wielu majstrów, harcowników,
Władców, szefów, kierowników.
Dyrektorów też bez liku.
I ich ważnych pomocników.
Byli prezesi i sekretarze.
A jacy byli, zaraz pokażę.
Był więc król Bolesław Chrobry.
Pierworodny synek Mieszka.
Wygnać Ody nie omieszkał,
Lecz Ottona pięknie przyjął.
Super żarcie z szafy wyjął.
Był Kazimierz Odnowiciel,
Co wygnany wnet powrócił.
Mocno się do pracy rzucił.
No i przeniósł nam stolicę
Z Wielkopolski do Krakowa.
Myśl to była całkiem nowa.
I był też Bolesław Śmiały,
Co kraj trzymał mocną ręką.
Ale przegiął trochę pałę.
No i wszystko wtedy pękło.
Biskup Staś mu się postawił.
No więc Bolek kraj zostawił
I na Węgry szybko zwiał.
Tam już z życia nic nie miał.
Był też Kazio Sprawiedliwy.
Dobrym gość był politykiem
I zasłużył się dla księży.
Dał im wszystko to, co chcieli,
Żeby jeszcze więcej mieli.
Więc cystersi go kochają
I w Wąchocku wychwalają.
I był też Kazimierz Wielki.
Co wymieniał z drewna belki
Na cegiełki i pustaki.
Król to był nie byle jaki.
Jeden z wielkich protoplastów.
I ostatni z rodu Piastów.
Lecz nie było w tej historii
Nigdy władcy tak wielkiego,
Jak dziś mamy z naszej łaski
Lecha Olka Kaczyńskiego!
Błyszczą mu oczy. Twarz mu jaśnieje.
Całą osobą swą promienieje.
A za nim niebo jest gorejące.
Więc pan Kaczyński sam jest jak słońce.
Zawsze się Lechu uroczo śmieje,
Dając nam wiarę, dając nadzieję.
Ileż wigoru, ileż humoru.
Ile kultury, ile honoru.
I jaka gracja, jaka polszczyzna.
Jak głową kręci w lewo i w prawo.
Jak się porusza swobodnie, żwawo.
I jaki uśmiech te usta mają.
Więc wszyscy Lechem się zachwycają.
Uśmierza kłótnie, wycisza spory.
I nie ma krzyków ni żadnych waśni.
I jest z nim prawo i sprawiedliwość.
A nam, Polakom, to jest jak w baśni.
Zawsze sukcesu on jest autorem.
I dla młodzieży wspaniałym wzorem.
Gdzie on tylko się pojawi,
Tam i sukces wnet się zjawi.
Sukces wielki. Niebotyczny.
I prawdziwie gigantyczny.
Niech wśród królów zajmie miejsce.
Ja się wcale nie wygłupiam.
Jemu miejsce się należy.
Identycznie jak psu zupa!
On jest z nami. A my z nim.
I tu urwał mi się film!
Wielu było wielkich mężów.
Wielu było sławnych królów.
Wielu też wybitnych wodzów.
Wielu majstrów, harcowników,
Władców, szefów, kierowników.
Dyrektorów też bez liku.
I ich ważnych pomocników.
Byli prezesi i sekretarze.
A jacy byli, zaraz pokażę.
Był więc król Bolesław Chrobry.
Pierworodny synek Mieszka.
Wygnać Ody nie omieszkał,
Lecz Ottona pięknie przyjął.
Super żarcie z szafy wyjął.
Był Kazimierz Odnowiciel,
Co wygnany wnet powrócił.
Mocno się do pracy rzucił.
No i przeniósł nam stolicę
Z Wielkopolski do Krakowa.
Myśl to była całkiem nowa.
I był też Bolesław Śmiały,
Co kraj trzymał mocną ręką.
Ale przegiął trochę pałę.
No i wszystko wtedy pękło.
Biskup Staś mu się postawił.
No więc Bolek kraj zostawił
I na Węgry szybko zwiał.
Tam już z życia nic nie miał.
Był też Kazio Sprawiedliwy.
Dobrym gość był politykiem
I zasłużył się dla księży.
Dał im wszystko to, co chcieli,
Żeby jeszcze więcej mieli.
Więc cystersi go kochają
I w Wąchocku wychwalają.
I był też Kazimierz Wielki.
Co wymieniał z drewna belki
Na cegiełki i pustaki.
Król to był nie byle jaki.
Jeden z wielkich protoplastów.
I ostatni z rodu Piastów.
Lecz nie było w tej historii
Nigdy władcy tak wielkiego,
Jak dziś mamy z naszej łaski
Lecha Olka Kaczyńskiego!
Błyszczą mu oczy. Twarz mu jaśnieje.
Całą osobą swą promienieje.
A za nim niebo jest gorejące.
Więc pan Kaczyński sam jest jak słońce.
Zawsze się Lechu uroczo śmieje,
Dając nam wiarę, dając nadzieję.
Ileż wigoru, ileż humoru.
Ile kultury, ile honoru.
I jaka gracja, jaka polszczyzna.
Jak głową kręci w lewo i w prawo.
Jak się porusza swobodnie, żwawo.
I jaki uśmiech te usta mają.
Więc wszyscy Lechem się zachwycają.
Uśmierza kłótnie, wycisza spory.
I nie ma krzyków ni żadnych waśni.
I jest z nim prawo i sprawiedliwość.
A nam, Polakom, to jest jak w baśni.
Zawsze sukcesu on jest autorem.
I dla młodzieży wspaniałym wzorem.
Gdzie on tylko się pojawi,
Tam i sukces wnet się zjawi.
Sukces wielki. Niebotyczny.
I prawdziwie gigantyczny.
Niech wśród królów zajmie miejsce.
Ja się wcale nie wygłupiam.
Jemu miejsce się należy.
Identycznie jak psu zupa!
On jest z nami. A my z nim.
I tu urwał mi się film!
wtorek, 8 grudnia 2009
Owieczki
Wygłosił ojciec wielkie kazanie.
I w nim dobitnie wyraził zdanie,
Że księża piją, bo księża mogą.
Niech nie napawa to ludu trwogą.
Bo są owieczki. I są pasterze.
Tak ojciec mówi. No to ja wierzę.
Taki jest podział. I po co zamęt?
Niech tak zostanie. Na wieki. Ament!
Co wolno księdzu, miły rodaku,
Tego nie wolno tobie, prostaku!
I w nim dobitnie wyraził zdanie,
Że księża piją, bo księża mogą.
Niech nie napawa to ludu trwogą.
Bo są owieczki. I są pasterze.
Tak ojciec mówi. No to ja wierzę.
Taki jest podział. I po co zamęt?
Niech tak zostanie. Na wieki. Ament!
Co wolno księdzu, miły rodaku,
Tego nie wolno tobie, prostaku!
Kara
Zbieracz
Nie sieje! Nie orze!
A zbiera! To może!
To może! To umie!
Lecz kto to rozumie?
Ten drogi koleżka
To w Toruniu mieszka!
I biedaków łupi!
Nie brakuje głupich!
Wiążą koniec końcem
I jeść co nie mają.
Ale zbieraczowi
Wszyściutko oddają!
Kocha ojciec kasę!
Bardzo kasę kocha!
Kiedy kasy ni ma,
To płacze i szlocha!
A zbiera! To może!
To może! To umie!
Lecz kto to rozumie?
Ten drogi koleżka
To w Toruniu mieszka!
I biedaków łupi!
Nie brakuje głupich!
Wiążą koniec końcem
I jeść co nie mają.
Ale zbieraczowi
Wszyściutko oddają!
Kocha ojciec kasę!
Bardzo kasę kocha!
Kiedy kasy ni ma,
To płacze i szlocha!
poniedziałek, 7 grudnia 2009
Szczyt
Zwierzak
Krótkie łapki. Jakieś pierze.
Dziwne toto. Mówię szczerze.
Jakiś dziób jest. Dziwne miny.
To jest zwierzak? To są kpiny!
Czasem bredzi. Czasem cisza.
Marynarka jakoś zwisa.
Dziwna gęba. Dziwna głowa.
I raz jest, a raz się chowa.
Chytrość w słowach, gestach, minach.
Chytrość w myślach. Chytrość w czynach.
Knucie, szczucie, napuszczanie.
Połajanki, pouczanie.
Plucie jadem i jątrzenie.
Język żmii i bredzenie.
Dziwne zwierzę. Więc do klatki.
No i na tym koniec gadki!
Dziwne toto. Mówię szczerze.
Jakiś dziób jest. Dziwne miny.
To jest zwierzak? To są kpiny!
Czasem bredzi. Czasem cisza.
Marynarka jakoś zwisa.
Dziwna gęba. Dziwna głowa.
I raz jest, a raz się chowa.
Chytrość w słowach, gestach, minach.
Chytrość w myślach. Chytrość w czynach.
Knucie, szczucie, napuszczanie.
Połajanki, pouczanie.
Plucie jadem i jątrzenie.
Język żmii i bredzenie.
Dziwne zwierzę. Więc do klatki.
No i na tym koniec gadki!
niedziela, 6 grudnia 2009
Do Mikołaja!
Mikołaju Święty!
Pocałuj mnie w pięty!
A na drugi roz
Pocałuj mnie w nos!
Nic mi dziś nie dałeś!
Sam wszystko zabrałeś!
Sam se prezent kupię!
A resztę mam w ...!!!
Pocałuj mnie w pięty!
A na drugi roz
Pocałuj mnie w nos!
Nic mi dziś nie dałeś!
Sam wszystko zabrałeś!
Sam se prezent kupię!
A resztę mam w ...!!!
sobota, 5 grudnia 2009
Marsz
Nie ma smutku. Nie ma ciszy.
Słońce pięknie świeci.
Śmiech perlisty dookoła.
Maszerują dzieci.
Idą sobie. Maszerują.
Listy napisane.
Z tego worka Mikołaja
Każde coś dostanie.
Buzie mają uśmiechnięte.
Wcale się nie spieszą.
A z prezentów swoich marzeń
Wszystkie już się cieszą.
Słońce pięknie świeci.
Śmiech perlisty dookoła.
Maszerują dzieci.
Idą sobie. Maszerują.
Listy napisane.
Z tego worka Mikołaja
Każde coś dostanie.
Buzie mają uśmiechnięte.
Wcale się nie spieszą.
A z prezentów swoich marzeń
Wszystkie już się cieszą.
Choroba
Co mi loto? Co mi zwisa?
Jasiek pyto. To jo pisza.
PiS mi zwisa. Loto Lech.
Gdzie się zjawi - zaraz śmiech!
Teraz chory. Leży w łóżku.
Chleba zjada po okruszku.
I źródlaną wodę pije.
Ciężko się Lechowi żyje!
Tylko chlebek. Tylko woda.
Dzbana dzisiaj nikt nie poda.
Jest markotny. I się smuci.
Bo chce znów do zdrowia wrócić!
Jasiek pyto. To jo pisza.
PiS mi zwisa. Loto Lech.
Gdzie się zjawi - zaraz śmiech!
Teraz chory. Leży w łóżku.
Chleba zjada po okruszku.
I źródlaną wodę pije.
Ciężko się Lechowi żyje!
Tylko chlebek. Tylko woda.
Dzbana dzisiaj nikt nie poda.
Jest markotny. I się smuci.
Bo chce znów do zdrowia wrócić!
piątek, 4 grudnia 2009
Komisja
Już nie ma Zbysia. Nie ma Beatki.
Przegłosowani. Zabrali szmatki.
Tacy uczciwi. Tacy kochani.
I tacy prawi. Powszechnie znani.
Zbysiu. Beatko. Ja was żałuję.
I prawie płaczę. Łzy powstrzymuję.
Moje sierotki. Moje kochane.
Ja chyba we łbie mam porąbane!!!
Przegłosowani. Zabrali szmatki.
Tacy uczciwi. Tacy kochani.
I tacy prawi. Powszechnie znani.
Zbysiu. Beatko. Ja was żałuję.
I prawie płaczę. Łzy powstrzymuję.
Moje sierotki. Moje kochane.
Ja chyba we łbie mam porąbane!!!
A kto nie wypije ...

Aptekarz po kropli.
Na kredyt bankowiec.
A na sępa pije
Jakiś udziałowiec.
Brudzia piją sobie
Urocze bliźniaki.
Zawsze w czasie picia
Znajdą jakieś haki.
Geniusz po namyśle.
Do lustra fryzjerka.
A jak ma za dużo -
Potrzebna jest ścierka.
Higienistka czystą.
A hydraulik z rury.
Piją dostojnicy.
I piją też ciury.
Na umór piją dzielni grabarze!
Taka tradycja! Zwyczaj tak każe!
Kolarz pije w kółko.
Krawiec po naparstku.
Że aż z tego picia
Boli go nadgarstku.
Ichtiolog pod śledzia.
Jakub do Michałka.
Że aż z tego picia
"Przegina się pałka".
Kuba do Jakuba.
A lekarz na zdrowie.
Smaku tego picia
I wieszcz nie wypowie.
Pije mały. Pije duży.
No bo picie wszystkim służy!
Lunatyk księżycówkę
Wolno sobie pije.
I wrzeszczy przez okno:
Picie niech nam żyje!
czwartek, 3 grudnia 2009
Dyskusja
Wielka dyskusja o krzyżach.
U mnie wisiał orzeł bez korony, Gomułka, Zawadzki, Ochab, Spychalski.
Szkoła była pod wezwaniem Juliana Marchlewskiego.
A ulica była Jana Tyszki.
Pamiętam taki czas, kiedy na początku 1. lekcji o godzinie 8,00 wszyscy mówili świecką przysięgę - Ojczyzno nasza, Polsko Ludowa, tyś owocem walki i pracy...
Krzyża nie było.
I co?
I nic!
Do końca liceum chodziłem na religię.
Do tej pory mam wszystkie świadectwa z katechezy od I klasy szkoły podstawowej do IV klasy liceum.
U mnie wisiał orzeł bez korony, Gomułka, Zawadzki, Ochab, Spychalski.
Szkoła była pod wezwaniem Juliana Marchlewskiego.
A ulica była Jana Tyszki.
Pamiętam taki czas, kiedy na początku 1. lekcji o godzinie 8,00 wszyscy mówili świecką przysięgę - Ojczyzno nasza, Polsko Ludowa, tyś owocem walki i pracy...
Krzyża nie było.
I co?
I nic!
Do końca liceum chodziłem na religię.
Do tej pory mam wszystkie świadectwa z katechezy od I klasy szkoły podstawowej do IV klasy liceum.
Rada
Bo Zespół już jest. A będzie Rada.
Bo dobra rada zawsze się nada.
W niej pełno mędrców. Sami gieroje.
Będą dyskusje. I będą boje.
Będą pomysły i postulaty.
I same gwiazdy. Wielkie formaty.
A osób będzie coś ze 30.
Więc Wielka Nelly też się tam zmieści!
Bo dobra rada zawsze się nada.
W niej pełno mędrców. Sami gieroje.
Będą dyskusje. I będą boje.
Będą pomysły i postulaty.
I same gwiazdy. Wielkie formaty.
A osób będzie coś ze 30.
Więc Wielka Nelly też się tam zmieści!
Joanna Krupa
Panie Kuźniar.
Napisałem, że mnie to zdjęcie nie oburza, bo Bóg stworzył Ewę nagą.
A Pan czyta, że mnie oburza.
Niesamowite!
Napisałem, że mnie to zdjęcie nie oburza, bo Bóg stworzył Ewę nagą.
A Pan czyta, że mnie oburza.
Niesamowite!
Rocznica
Jedzie Lechu z daleka.
Na nikogo nie czeka.
Gdzie ty jedziesz, prezydencie?
Do cesarza. Na audiencję.
To nic z tego, panie Lechu.
Pewnie nie jest ci do śmiechu,
Ale cesarz bardzo chory.
Pod oczami wiszą wory.
Wielki katar, bardzo kaszle.
Bierze leki i na maśle
Tylko zupkę sobie pije.
Ledwo dyszy, ledwo żyje.
Żałujemy. Wielka strata.
Przyjedź znowu za dwa lata!
Pisałem 03.12.2008.
Na nikogo nie czeka.
Gdzie ty jedziesz, prezydencie?
Do cesarza. Na audiencję.
To nic z tego, panie Lechu.
Pewnie nie jest ci do śmiechu,
Ale cesarz bardzo chory.
Pod oczami wiszą wory.
Wielki katar, bardzo kaszle.
Bierze leki i na maśle
Tylko zupkę sobie pije.
Ledwo dyszy, ledwo żyje.
Żałujemy. Wielka strata.
Przyjedź znowu za dwa lata!
Pisałem 03.12.2008.
środa, 2 grudnia 2009
Choroba
Krzyże
Czy w miejscu śmierci robotnika też stanie krzyż, aby rodzina mogła przynosić tam kwiaty i zapalać znicze?
Myślę o wypadku na budowie Stadionu Narodowego.
Dlaczego osoby, które poniosły śmierć nie na drogach, mają być dyskryminowane?
Myślę o wypadku na budowie Stadionu Narodowego.
Dlaczego osoby, które poniosły śmierć nie na drogach, mają być dyskryminowane?
Plany

My pozyskamy. My rozszerzymy.
Polskę na głowie wnet postawimy.
Zlikwidujemy i zapewnimy.
Bo mamy Zespół. Wszystko zrobimy.
My przywrócimy. My podniesiemy.
Bo plan genialny wszystkim dajemy.
My patologie wszelkie zniszczymy.
I będzie lepiej. Wszystko zmienimy.
Prezes tak mówi! Takie ma zdanie!
Słuchaj prezesa, durny baranie!
wtorek, 1 grudnia 2009
Kpiny
Polański Roman
Skoro Polańskiemu brakuje pieniędzy na kaucję, to może polscy artyści mu finansowo pomogą?
Słowa poparcia nic nie kosztują.
Ale gdyby się na niego zrzucili, to pewnie bardziej bym uwierzył, że tak bardzo go kochają i szczerze popierają.
Słowa poparcia nic nie kosztują.
Ale gdyby się na niego zrzucili, to pewnie bardziej bym uwierzył, że tak bardzo go kochają i szczerze popierają.
Cugle
Bo czasem musisz szarpnąć cuglami!
Użyć bizuna i użyć bata!
Gdy do porządku trzeba przywołać
Osła, co miesza! Osła - furiata!
Po lekturze bloga Janusza Palikota.
Użyć bizuna i użyć bata!
Gdy do porządku trzeba przywołać
Osła, co miesza! Osła - furiata!
Po lekturze bloga Janusza Palikota.
Żale
Już nie będę prezydentem.
Takie wpadki! Takie gafy!
Jak ja ludziom spojrzę w oczy?
Lepiej schowam się do szafy!
Irasiady, Borubary.
Reklamówki, krótkie listy.
Nawet miejsca się myliły.
I ten język mój ognisty!
Bo ta Anna i ta Ela.
Te Piotrusie i te pióra.
I ten Marek, i ten Michał.
Nawet mnie dziś cierpnie skóra!
To odchodzę. Idę sobie.
Będę cicho siedział w szafie.
Ktoś mnie do niej zaprowadzi.
Bo ja nie wiem, czy sam trafię!
Takie wpadki! Takie gafy!
Jak ja ludziom spojrzę w oczy?
Lepiej schowam się do szafy!
Irasiady, Borubary.
Reklamówki, krótkie listy.
Nawet miejsca się myliły.
I ten język mój ognisty!
Bo ta Anna i ta Ela.
Te Piotrusie i te pióra.
I ten Marek, i ten Michał.
Nawet mnie dziś cierpnie skóra!
To odchodzę. Idę sobie.
Będę cicho siedział w szafie.
Ktoś mnie do niej zaprowadzi.
Bo ja nie wiem, czy sam trafię!
poniedziałek, 30 listopada 2009
Polskie zwyczaje
Już Andrzejki zaczynamy.
Wszyscy tutaj się zbieramy.
Jest już wieczór. Są butelki.
Są też śledzie i precelki.
Są ogórki, popielniczki,
Papierosy, zapalniczki.
Jest tu wino, piwo, wóda.
Zaraz się tu zaczną cuda.
Będą wróżby. Będzie picie.
Taki zwyczaj. Takie życie.
Tyle z siebie dzisiaj damy,
Że pod stoły pospadamy!
Wszyscy tutaj się zbieramy.
Jest już wieczór. Są butelki.
Są też śledzie i precelki.
Są ogórki, popielniczki,
Papierosy, zapalniczki.
Jest tu wino, piwo, wóda.
Zaraz się tu zaczną cuda.
Będą wróżby. Będzie picie.
Taki zwyczaj. Takie życie.
Tyle z siebie dzisiaj damy,
Że pod stoły pospadamy!
niedziela, 29 listopada 2009
Andrzejki
Świeczki, klucze i wytrychy.
Połamane jakieś szprychy.
Lanie wosku. Lanie wody.
Wróży stary. Wróży młody.
Spodnie męskie i poduszka.
Jakieś kości i jabłuszka.
Jakieś buty, fusy z kawy.
Szpilki, śledzie i zabawy.
I obrączki, i obierki.
Jakieś figle. Jakieś gierki.
I zapałki, i talerze.
Wszystko się na wróżby bierze.
Wróży babcia. Wróży dziadek.
Kto po Lechu weźmie spadek?
Wróżą obcy. Wróżą bliscy.
Tak wróżymy sobie wszyscy.
Szklane kule. Statystyki.
Kto ma sidła? Kto ma wnyki?
Wróżą posły. Dziennikarze.
Co to będzie? Czas pokaże.
Kto ma kwity? Kto ma haki?
Kto do Sejmu? Kto do paki?
Kto do więźnia? Kto w senaty?
Komu laur? Komu baty?
Psycholożki. Socjolożki.
Miasta wróżą. Wróżą wioski.
I lewica. I prawica.
Bo wróżenie nas zachwyca!
Połamane jakieś szprychy.
Lanie wosku. Lanie wody.
Wróży stary. Wróży młody.
Spodnie męskie i poduszka.
Jakieś kości i jabłuszka.
Jakieś buty, fusy z kawy.
Szpilki, śledzie i zabawy.
I obrączki, i obierki.
Jakieś figle. Jakieś gierki.
I zapałki, i talerze.
Wszystko się na wróżby bierze.
Wróży babcia. Wróży dziadek.
Kto po Lechu weźmie spadek?
Wróżą obcy. Wróżą bliscy.
Tak wróżymy sobie wszyscy.
Szklane kule. Statystyki.
Kto ma sidła? Kto ma wnyki?
Wróżą posły. Dziennikarze.
Co to będzie? Czas pokaże.
Kto ma kwity? Kto ma haki?
Kto do Sejmu? Kto do paki?
Kto do więźnia? Kto w senaty?
Komu laur? Komu baty?
Psycholożki. Socjolożki.
Miasta wróżą. Wróżą wioski.
I lewica. I prawica.
Bo wróżenie nas zachwyca!
Chłop!

Żadne układy. Żadne roszady.
Żadne strategie, żadne wywiady.
Żadne egerie. Żadne uniki.
Żadne grymasy i żadne krzyki.
Nic nie pomoże. Koniec nadchodzi.
To wie już każdy - starzy i młodzi.
Odejdzie Lechu w niebyt pamięci.
I nie pomogą mu wszyscy święci.
Pora na niego. Dni już liczymy.
Bo 4 lata tak się męczymy.
Świat się z nas śmieje. Śmieje Europa.
Aleśmy sobie wybrali chłopa!
sobota, 28 listopada 2009
Sobota
Różnica
Na tym polega różnica między Tomaszem Wasilewskim i Jarosławem Kuźniarem.
Kiedy zwracam uwagę Wasilewskiemu, że forma "na dworzu" jest nie do przyjęcia, umie podziękować imiennie.
Kiedy zwracam uwagę Kużniarowi, że nie ma "dwóch" prowadzących, tylko "dwoje", to się poprawia, dowcipkuje, że przecież płci nie zmienił, ale imiennie podziękować nie umie.
Imię "Stanisław" to mu już przez gardło przejść nie umie.
Kiedy zwracam uwagę Wasilewskiemu, że forma "na dworzu" jest nie do przyjęcia, umie podziękować imiennie.
Kiedy zwracam uwagę Kużniarowi, że nie ma "dwóch" prowadzących, tylko "dwoje", to się poprawia, dowcipkuje, że przecież płci nie zmienił, ale imiennie podziękować nie umie.
Imię "Stanisław" to mu już przez gardło przejść nie umie.
Zebranie
Już jest zebranie. Choć ledwo świta.
Jeden drugiego uprzejmie wita.
Trzech ich stanęło. Ręce podali.
I do roboty wnet się zabrali.
Papierosy. Powitanie.
I od świtu już gadanie.
Różne wózki i kaszkiety.
Czasem czapki lub berety.
Stare spodnie. Bluzy. Swetry.
Jeden ma podarte getry.
Stare buty. Stare spodnie.
Ale chodzi się wygodnie.
Im niestraszna jest pogoda.
Im nalewka zdrowia doda.
Grypy wcale się nie boją.
Czasem idą. Czasem stoją.
Puszki gniotą. Rozmawiają.
Szyby tłuką. Przeklinają.
Na swych wózkach skarby mają.
Ale ciągle dokładają.
Jakieś puszki i butelki.
Jakieś pudła i rondelki.
Jakieś szmaty, jakieś dechy.
Jakieś worki, jakieś miechy.
Pogadali. Porobili.
Potem jakby się zmówili.
Każdy poszedł w swoją stronę.
Bo zebranie zakończone.
Jeden drugiego uprzejmie wita.
Trzech ich stanęło. Ręce podali.
I do roboty wnet się zabrali.
Papierosy. Powitanie.
I od świtu już gadanie.
Różne wózki i kaszkiety.
Czasem czapki lub berety.
Stare spodnie. Bluzy. Swetry.
Jeden ma podarte getry.
Stare buty. Stare spodnie.
Ale chodzi się wygodnie.
Im niestraszna jest pogoda.
Im nalewka zdrowia doda.
Grypy wcale się nie boją.
Czasem idą. Czasem stoją.
Puszki gniotą. Rozmawiają.
Szyby tłuką. Przeklinają.
Na swych wózkach skarby mają.
Ale ciągle dokładają.
Jakieś puszki i butelki.
Jakieś pudła i rondelki.
Jakieś szmaty, jakieś dechy.
Jakieś worki, jakieś miechy.
Pogadali. Porobili.
Potem jakby się zmówili.
Każdy poszedł w swoją stronę.
Bo zebranie zakończone.
piątek, 27 listopada 2009
Parytety
Oglądam Discovery.
Już usłyszałem - archeolożka i paleontolożka.
Dodaję kolejne do zestawu - magisterka, doktorka, docentka, profesorka, psycholożka, socjolożka, dyrektorka.
Nie ma takiego absurdu na świecie, którego umysł ludzki nie byłby w stanie wymyślić.
Już usłyszałem - archeolożka i paleontolożka.
Dodaję kolejne do zestawu - magisterka, doktorka, docentka, profesorka, psycholożka, socjolożka, dyrektorka.
Nie ma takiego absurdu na świecie, którego umysł ludzki nie byłby w stanie wymyślić.
Ustawa
Chorzy ludzie. Chore słowa.
Co dzień paranoja nowa.
Oklaski, oklaski. Burzliwe i huczne!
I słowa wielkie. Słowa buńczuczne!
Jest jego gwardia. I są też tłumy.
Jest też sam prezes, co wszystkie rozumy...
Należy, należy, należy, należy!
Od tego bredzenia już włos mi się jeży!
Slogany, slogany. Zawsze te same!
Te wyświechtane i oklepane!
I ta nienawiść posiana wszędzie:
Na wsi i w mieście. W szkole. W urzędzie.
Wszystkich ma za nic. I wszystkich skłóci,
Byle do władzy znowu powrócić.
I będzie "gdybał", czarował będzie,
Bo ma nadzieję, że znowu będzie...
Determinacja. Nowa ustawa.
I w całym klubie już słychać brawa.
I nowy projekt. Determinacja.
I w całym klubie znowu owacja.
Oni uczciwie. I całkiem szczerze.
A ja im ciągle jakoś nie wierzę!
Co dzień paranoja nowa.
Oklaski, oklaski. Burzliwe i huczne!
I słowa wielkie. Słowa buńczuczne!
Jest jego gwardia. I są też tłumy.
Jest też sam prezes, co wszystkie rozumy...
Należy, należy, należy, należy!
Od tego bredzenia już włos mi się jeży!
Slogany, slogany. Zawsze te same!
Te wyświechtane i oklepane!
I ta nienawiść posiana wszędzie:
Na wsi i w mieście. W szkole. W urzędzie.
Wszystkich ma za nic. I wszystkich skłóci,
Byle do władzy znowu powrócić.
I będzie "gdybał", czarował będzie,
Bo ma nadzieję, że znowu będzie...
Determinacja. Nowa ustawa.
I w całym klubie już słychać brawa.
I nowy projekt. Determinacja.
I w całym klubie znowu owacja.
Oni uczciwie. I całkiem szczerze.
A ja im ciągle jakoś nie wierzę!
Lustereczko
Bracia drodzy! Kto rżnie głupa?
Który bardziej się wygłupia?
Czasem nie wiem. Wiedzieć chciałbym.
Dużo za to dzisiaj dałbym!
Lecz czy warto pytać braci?
To się chyba nie opłaci.
Lustereczko! Powiedz szczerze!
Bo ja braciom nie uwierzę!
Który bardziej się wygłupia?
Czasem nie wiem. Wiedzieć chciałbym.
Dużo za to dzisiaj dałbym!
Lecz czy warto pytać braci?
To się chyba nie opłaci.
Lustereczko! Powiedz szczerze!
Bo ja braciom nie uwierzę!
czwartek, 26 listopada 2009
Dekalog
Strachy na Lachy
Wszyscy wszystkich wszystkim straszą.
Ci już płaczą. Ci grymaszą.
Ten ma pełne już szuflady.
Tamten zaś nie daje rady.
Ale zbiera. Gwoździe, dane,
Wypowiedzi porąbane.
Ma pogłoski i apele.
Ma donosy, duperele.
Ma już zdjęcia. Ma haczyki.
I już też zastawia wnyki.
Akty, akta, wpadki, gafy.
Wszyscy mamy pełne szafy!
Ci już płaczą. Ci grymaszą.
Ten ma pełne już szuflady.
Tamten zaś nie daje rady.
Ale zbiera. Gwoździe, dane,
Wypowiedzi porąbane.
Ma pogłoski i apele.
Ma donosy, duperele.
Ma już zdjęcia. Ma haczyki.
I już też zastawia wnyki.
Akty, akta, wpadki, gafy.
Wszyscy mamy pełne szafy!
środa, 25 listopada 2009
Limit
Bracia limit wyczerpali.
Mocno na to pracowali.
Bo moralność i etyka
Przy zetknięciu z braćmi znika.
Bracia dążą wciąż do zwady.
Nie obchodzą ich zasady.
Mają swoje. Moherowe.
PiS-zasady całkiem nowe.
Kłody, świnie i jątrzenie.
Plucie jadem i bredzenie.
I w aferach się babranie.
Knucie spisków, podjudzanie.
I nasz limit wyczerpany.
Każdy z braci już nam znany.
A więc, bracia. Na was czas.
Brać walizki, no i w las!
Mocno na to pracowali.
Bo moralność i etyka
Przy zetknięciu z braćmi znika.
Bracia dążą wciąż do zwady.
Nie obchodzą ich zasady.
Mają swoje. Moherowe.
PiS-zasady całkiem nowe.
Kłody, świnie i jątrzenie.
Plucie jadem i bredzenie.
I w aferach się babranie.
Knucie spisków, podjudzanie.
I nasz limit wyczerpany.
Każdy z braci już nam znany.
A więc, bracia. Na was czas.
Brać walizki, no i w las!
wtorek, 24 listopada 2009
Pani Pochanke
Słucham pani Pochanke.
Proponuje premierowi, aby uderzył się w piersi.
A może tak pani redaktor uderzy się w piersi.
Jeśli je znajdzie.
Proponuje premierowi, aby uderzył się w piersi.
A może tak pani redaktor uderzy się w piersi.
Jeśli je znajdzie.
Na ludową nutę
Zaproszę se braci.
Zaproszę do tańca.
Jak nie będą chcieli,
To dam im kuksańca.
I zacznę se z braćmi
Solidnie wywijać.
Jak nie będą chcieli,
Wezmę na nich kija.
Zatańczę ja z nimi.
Zatańczę porządnie.
By po takim tańcu
Myśleli rozsądnie!
Zaproszę do tańca.
Jak nie będą chcieli,
To dam im kuksańca.
I zacznę se z braćmi
Solidnie wywijać.
Jak nie będą chcieli,
Wezmę na nich kija.
Zatańczę ja z nimi.
Zatańczę porządnie.
By po takim tańcu
Myśleli rozsądnie!
poniedziałek, 23 listopada 2009
ZPP
Jest Zespół Pracy. Zupełnie nowy.
Rewelacyjny i wystrzałowy.
Zespół jest prawy i sprawiedliwy.
A w tym zespole to same dziwy.
Jest Edgar znany z peronów budowy.
Jest po liftingu. Zupełnie nowy.
I jest sam Zbysio dobrze nam znany.
Przez moherowe panie kochany.
I jest w zespole Ola, Grażyna.
Każda egeria prawa dziewczyna.
Prawa dziewczyna i sprawiedliwa.
Bo się stosuje i nie wydziwia.
Będą szuflady. Będą ustawy.
Będą projekty dla dobra sprawy.
Będą kotwice i będą zmiany.
Będą zasady. Już brzmią peany.
Troską się wielką otoczy matki.
Oraz ich mężów. A także dziatki.
Z lobbingiem walka od rana będzie.
W domu, w piwnicy, na placu. Wszędzie
Zespół przełamie wszystkie podziały.
Tak nam powiedział ataman mały.
Wielkie kosmiczne będzie lotnisko.
Będzie zabawa i widowisko!
Powstaną także kosmiczne stacje.
Będą na Marsie super wakacje.
Będzie jak w raju, drogi kolego.
I 300 złotych też dla każdego!
Rewelacyjny i wystrzałowy.
Zespół jest prawy i sprawiedliwy.
A w tym zespole to same dziwy.
Jest Edgar znany z peronów budowy.
Jest po liftingu. Zupełnie nowy.
I jest sam Zbysio dobrze nam znany.
Przez moherowe panie kochany.
I jest w zespole Ola, Grażyna.
Każda egeria prawa dziewczyna.
Prawa dziewczyna i sprawiedliwa.
Bo się stosuje i nie wydziwia.
Będą szuflady. Będą ustawy.
Będą projekty dla dobra sprawy.
Będą kotwice i będą zmiany.
Będą zasady. Już brzmią peany.
Troską się wielką otoczy matki.
Oraz ich mężów. A także dziatki.
Z lobbingiem walka od rana będzie.
W domu, w piwnicy, na placu. Wszędzie
Zespół przełamie wszystkie podziały.
Tak nam powiedział ataman mały.
Wielkie kosmiczne będzie lotnisko.
Będzie zabawa i widowisko!
Powstaną także kosmiczne stacje.
Będą na Marsie super wakacje.
Będzie jak w raju, drogi kolego.
I 300 złotych też dla każdego!
niedziela, 22 listopada 2009
Maile do "Poranka"
sobota, 21 listopada 2009
Dzień Życzliwości
Prędzej Ziemia w miejscu stanie
Lub na deszczu wyschnie pranie!
Prędzej wyschną oceany
Lub usłyszy dziad peany!
Prędzej z hieną się skumpluję,
Niż na Lecha zagłosuję!
Prędzej sobie złamię szczękę,
Niż Jarkowi podam rękę!
Mej niechęci do tych węży
Żadna siła nie zwycięży!
Lub na deszczu wyschnie pranie!
Prędzej wyschną oceany
Lub usłyszy dziad peany!
Prędzej z hieną się skumpluję,
Niż na Lecha zagłosuję!
Prędzej sobie złamię szczękę,
Niż Jarkowi podam rękę!
Mej niechęci do tych węży
Żadna siła nie zwycięży!
Dumania poranne
Lechu Kaczyński! Lechu Wspaniały!
Nam chyba ciebie niebiosa dały!
Ty jesteś z nami. Więc trwogi ni ma.
Czuwasz nad nami - lato czy zima.
Ty zetrzesz wrogów. Naród uchronisz.
I nad narodem swą łzę uronisz.
Kochaj nas, Lechu. Tak jak my ciebie.
Chyba mi w głowie solidnie ...:)
Nam chyba ciebie niebiosa dały!
Ty jesteś z nami. Więc trwogi ni ma.
Czuwasz nad nami - lato czy zima.
Ty zetrzesz wrogów. Naród uchronisz.
I nad narodem swą łzę uronisz.
Kochaj nas, Lechu. Tak jak my ciebie.
Chyba mi w głowie solidnie ...:)
piątek, 20 listopada 2009
Południe
Ale jesień! Daję słowo!
Ciepło. Miło. Kolorowo.
Słońce, trawa, ławki, ludzie.
Tam gdzieś dalej pies przy budzie.
Wszyscy w słońcu. Ale cudnie!
Bez pośpiechu. Bo południe.
Chłopczyk w dresie na huśtawce.
Ten o kulach siadł na ławce.
I zapalił. Odpoczywa.
Obok niego gość się kiwa.
Ledwo stoi. Słowa zbiera.
Jedną ręką się podpiera.
Gołąb czujny. Zerka. Patrzy.
Czasem trawkę skubnąć raczy.
Jestem sobie
Jestem mały chłopczyk sobie.
Lekarz radzi - więc tak robię.
Myję rączki, myję nóżki.
Czyste zawsze mam poduszki.
Na spacery często chodzę.
Bo spacery zawsze w modzie.
Mam czapeczki i szaliczki,
Ciepłe buty, rękawiczki.
Słucham, co mi lekarz radzi.
Bo posłuchać nie zawadzi.
Czasem nawet trochę broję.
Ale grypy się nie boję.
Grypa świńska. Grypa ptasia.
Nic się nie bój! Słuchaj Stasia!
Staś doradzi i podpowie,
Jak o własne zadbać zdrowie!
Lekarz radzi - więc tak robię.
Myję rączki, myję nóżki.
Czyste zawsze mam poduszki.
Na spacery często chodzę.
Bo spacery zawsze w modzie.
Mam czapeczki i szaliczki,
Ciepłe buty, rękawiczki.
Słucham, co mi lekarz radzi.
Bo posłuchać nie zawadzi.
Czasem nawet trochę broję.
Ale grypy się nie boję.
Grypa świńska. Grypa ptasia.
Nic się nie bój! Słuchaj Stasia!
Staś doradzi i podpowie,
Jak o własne zadbać zdrowie!
czwartek, 19 listopada 2009
Cel uświęca środki?
Dawniej było trochę inaczej.
Aby pomóc głodującej biedocie, komisarz wchodził do dworu, mordował właścicieli i majątek rozdawał biednym. Tak im pomagał.
Kradnę w sklepie bochenek chleba. Nie biorę z niego dla siebie ani jednej kromki. I daję go żebrakowi.
Jestem bardzo ciekawy, jak zostałbym osądzony.
Aby pomóc głodującej biedocie, komisarz wchodził do dworu, mordował właścicieli i majątek rozdawał biednym. Tak im pomagał.
Kradnę w sklepie bochenek chleba. Nie biorę z niego dla siebie ani jednej kromki. I daję go żebrakowi.
Jestem bardzo ciekawy, jak zostałbym osądzony.
Po władzę

Pełne szuflady. W nich jakieś dyski.
Jakieś karteczki. Jakieś zapiski.
I jakieś gwoździe. Jakieś donosy.
I jakieś taśmy. Na nich odgłosy.
I jakieś szepty. Jakieś namowy.
Jakieś układy. Jakieś przemowy.
I jakieś zdjęcia. Spis lokatorów.
Intymne listy pełne kolorów.
Jakieś dzienniki. Ocen arkusze.
Jakieś dzienniczki. Jakieś sojusze.
Jakieś opinie pani ze szkoły.
Jakieś dopiski. Jakieś bazgroły.
I jeszcze mnóstwo danych. Notatki.
I jakieś resztki. Stare sałatki.
I Zespół Pracy. Zupełnie nowy.
Rewelacyjny. I wystrzałowy.
A w nim eksperci. Tajni. Ukryci.
Anonimowi. Tchórzem podszyci.
Kochani moi. Nic nie poradzę.
Jestem gotowy. Idę po władzę!
Grypa na dworze
Nasz pieszczoch jest chory i sam w łóżku leży.
I każdy urzędnik do niego już bieży.
Pomaga i służy. I rady swe daje.
Ma flaszki, flaszeczki. I ziółka podaje.
I kompres na główkę, na nóżki skarpety.
I szalik na szyjkę, i świeże gazety.
Tabletki, termometr i małe ampułki.
Zastrzyki, syropy i dziwne pigułki.
Szlafmycę na główkę i kapcie na nóżki.
I bulion od rana. Na obiad placuszki.
Zabieraj nalewkę i leć do pieszczocha.
On biedny, on chory, on płacze, on szlocha!
I każdy urzędnik do niego już bieży.
Pomaga i służy. I rady swe daje.
Ma flaszki, flaszeczki. I ziółka podaje.
I kompres na główkę, na nóżki skarpety.
I szalik na szyjkę, i świeże gazety.
Tabletki, termometr i małe ampułki.
Zastrzyki, syropy i dziwne pigułki.
Szlafmycę na główkę i kapcie na nóżki.
I bulion od rana. Na obiad placuszki.
Zabieraj nalewkę i leć do pieszczocha.
On biedny, on chory, on płacze, on szlocha!
środa, 18 listopada 2009
Ołtarze
wtorek, 17 listopada 2009
Obserwacje
Jechałem sobie autobusem. Sporo ludzi. Dorośli, młodzież, dzieci.
Nagle samochód osobowy przed autobusem gwałtownie zahamował.
Kierowca autobusu puścił wiązankę aż miło!
Zacząłem się zastanawiać.
Przecież tej wiązanki nie słyszał kierowca samochodu osobowego.
Musieli jej za to wysłuchać pasażerowie autobusu, którzy wcale nie byli winni zdenerwowaniu kierowcy.
Ciekawe są niektóre osobniki rodzaju ludzkiego:)
Nagle samochód osobowy przed autobusem gwałtownie zahamował.
Kierowca autobusu puścił wiązankę aż miło!
Zacząłem się zastanawiać.
Przecież tej wiązanki nie słyszał kierowca samochodu osobowego.
Musieli jej za to wysłuchać pasażerowie autobusu, którzy wcale nie byli winni zdenerwowaniu kierowcy.
Ciekawe są niektóre osobniki rodzaju ludzkiego:)
Bracia
Mamy braci. Jarka, Lecha.
Do nich serce się uśmiecha.
Do nich się uśmiecha dusza.
Widok braci tak nas wzrusza.
Tacy bracia! A są z nami!
Dla nas dniami i nocami
Bracia bardzo się starają.
Dobre rady wszystkim dają.
Słuszną nam wytyczą drogę.
Czasem jakąś też przestrogę
Bardzo ważną nam przekażą.
Zawsze celnie wroga wskażą.
Podsumują. Znajdą sfery.
Znajdą haki i afery.
Znajdą fiaska, złe nawyki,
Znajdą szpile, znajdą wnyki.
Znajdą drzazgę w cudzym oku.
Widać bracia już w amoku.
Belek bracia nie szukają.
Bo na belkach się nie znają.
Jak się braciom odwdzięczymy?
Za ich pracę. Za ich czyny.
Pogonimy braci w krzaki!
Bo paskudne to chłopaki!!!
Do nich serce się uśmiecha.
Do nich się uśmiecha dusza.
Widok braci tak nas wzrusza.
Tacy bracia! A są z nami!
Dla nas dniami i nocami
Bracia bardzo się starają.
Dobre rady wszystkim dają.
Słuszną nam wytyczą drogę.
Czasem jakąś też przestrogę
Bardzo ważną nam przekażą.
Zawsze celnie wroga wskażą.
Podsumują. Znajdą sfery.
Znajdą haki i afery.
Znajdą fiaska, złe nawyki,
Znajdą szpile, znajdą wnyki.
Znajdą drzazgę w cudzym oku.
Widać bracia już w amoku.
Belek bracia nie szukają.
Bo na belkach się nie znają.
Jak się braciom odwdzięczymy?
Za ich pracę. Za ich czyny.
Pogonimy braci w krzaki!
Bo paskudne to chłopaki!!!
poniedziałek, 16 listopada 2009
Podróże
Skarb
Nasze Dobro Narodowe.
W dwóch osobach. Dubeltowe.
Chronić nam to Dobro trzeba.
Bo jest taka wola nieba.
Do muzeum. I do skrzyni.
Niech się każdy tu przyczyni
Do ochrony. Do opieki.
Zabierz skrzynię. Zabierz ćwieki.
Schowaj Dobro w skrzyni na dnie.
Z góry gwoździe. Gdzie popadnie.
Niech bezpiecznie tam spoczywa
I widokiem swym zadziwia!
W dwóch osobach. Dubeltowe.
Chronić nam to Dobro trzeba.
Bo jest taka wola nieba.
Do muzeum. I do skrzyni.
Niech się każdy tu przyczyni
Do ochrony. Do opieki.
Zabierz skrzynię. Zabierz ćwieki.
Schowaj Dobro w skrzyni na dnie.
Z góry gwoździe. Gdzie popadnie.
Niech bezpiecznie tam spoczywa
I widokiem swym zadziwia!
niedziela, 15 listopada 2009
Grypa
Trele morele, sraluś mazgalus, duperelis duptus!
Niech mi tu pani doktor w "Poranku" nie opowiada o szczególnej wrażliwości pracowników służby zdrowia na zagrożenie grypą!
Widziałem, jak red. Cholewiński biegał po Warszawie!
Nawet długopis dostał!
Niech mi tu pani doktor w "Poranku" nie opowiada o szczególnej wrażliwości pracowników służby zdrowia na zagrożenie grypą!
Widziałem, jak red. Cholewiński biegał po Warszawie!
Nawet długopis dostał!
Maja
Chodzi Maja po ogrodzie.
Lecz nie chodzi nam tak co dzień.
Chodzi tylko co niedzielę.
I ogrodów zwiedza wiele.
Tu pogada, tam posadzi.
A więc Mai wszyscy radzi.
Każdy chętnie ją przyjmuje.
I czym chata - to częstuje.
Chodzi sobie lekkim krokiem.
Ktoś ją poczęstuje sokiem.
Maja super jest dziewczyna.
Fakt to znany. Żadna kpina!
Lecz nie chodzi nam tak co dzień.
Chodzi tylko co niedzielę.
I ogrodów zwiedza wiele.
Tu pogada, tam posadzi.
A więc Mai wszyscy radzi.
Każdy chętnie ją przyjmuje.
I czym chata - to częstuje.
Chodzi sobie lekkim krokiem.
Ktoś ją poczęstuje sokiem.
Maja super jest dziewczyna.
Fakt to znany. Żadna kpina!
Eufemizmy
Mija się z prawdą. Myli się chyba.
Bo pies to nie jest. Więc może ryba?
Ściemnia i kręci, i kombinuje.
Konfabuluje i bajeruje.
Zniekształca prawdę. Przekręca fakty.
Bo to nie akta, lecz tylko akty.
Wciska ciemnotę, mistyfikuje,
Kiwa nas wszystkich, ładnie picuje.
I kit nam wciska. Głowę zawraca,
Kota wykręca, kota wywraca.
Głodne kawałki w monolog wstawia.
Dumny jest z siebie. Widzów zabawia.
W błąd nas wprowadza i bajki snuje.
Zmyśla, bajtluje. Czasem szachruje.
I z gęby robi ścierkę, cholewę.
Bo jak to było, to nikt nawet nie wie.
I tym podobne ble, ble, ble, ble.
Dla mnie zaś jasne - jak ten pies łże!!!
Bo pies to nie jest. Więc może ryba?
Ściemnia i kręci, i kombinuje.
Konfabuluje i bajeruje.
Zniekształca prawdę. Przekręca fakty.
Bo to nie akta, lecz tylko akty.
Wciska ciemnotę, mistyfikuje,
Kiwa nas wszystkich, ładnie picuje.
I kit nam wciska. Głowę zawraca,
Kota wykręca, kota wywraca.
Głodne kawałki w monolog wstawia.
Dumny jest z siebie. Widzów zabawia.
W błąd nas wprowadza i bajki snuje.
Zmyśla, bajtluje. Czasem szachruje.
I z gęby robi ścierkę, cholewę.
Bo jak to było, to nikt nawet nie wie.
I tym podobne ble, ble, ble, ble.
Dla mnie zaś jasne - jak ten pies łże!!!
sobota, 14 listopada 2009
Rzecznik
Trzeba zaszczepić szybko rzecznika.
Aerozolem jakimś popsikać.
Przeciw głupocie. Przeciw bredzeniu.
Przeciw tym bzdetom. Przeciw jątrzeniu.
A może wysłać go do psychiatry?
Może nasz rzecznik ma jakieś wiatry?
A może inne dolegliwości.
Jakieś lumbago? Jakieś nudności?
Rzecznik jest chyba poważnie chory.
Niech go w obroty wezmą znachory.
Lub baby ze wsi. Te to się znają!
Swoje sposoby tajemne mają.
Odczynią urok i zdejmą czary.
Będzie jak nowy. Choć już jest stary.
Błaźni się. Miota. Staje na głowie.
A jak już powie - to głupio powie.
Nie wie, co mówi. Chory poważnie.
Więc trzeba czule. Trzeba rozważnie.
Straszna Janusza wzięła choroba.
Przecież to rzecznik. Nasza ozdoba.
Trzeba mu pomóc. Bardzo się męczy.
Z oddechem kłopot. Krzywi się, jęczy.
A więc do dzieła, miły kolego!
Przecież kochamy rzecznika swego!
Aerozolem jakimś popsikać.
Przeciw głupocie. Przeciw bredzeniu.
Przeciw tym bzdetom. Przeciw jątrzeniu.
A może wysłać go do psychiatry?
Może nasz rzecznik ma jakieś wiatry?
A może inne dolegliwości.
Jakieś lumbago? Jakieś nudności?
Rzecznik jest chyba poważnie chory.
Niech go w obroty wezmą znachory.
Lub baby ze wsi. Te to się znają!
Swoje sposoby tajemne mają.
Odczynią urok i zdejmą czary.
Będzie jak nowy. Choć już jest stary.
Błaźni się. Miota. Staje na głowie.
A jak już powie - to głupio powie.
Nie wie, co mówi. Chory poważnie.
Więc trzeba czule. Trzeba rozważnie.
Straszna Janusza wzięła choroba.
Przecież to rzecznik. Nasza ozdoba.
Trzeba mu pomóc. Bardzo się męczy.
Z oddechem kłopot. Krzywi się, jęczy.
A więc do dzieła, miły kolego!
Przecież kochamy rzecznika swego!
piątek, 13 listopada 2009
Narzekanie
Taniec z małpkami
One w lewo, a on w prawo.
I tak tańczą sobie żwawo.
One w prawo, w lewo on.
Tańczy Lechu tak jak słoń.
One naprzód, a on wstecz.
Bo o tańcu tutaj rzecz.
One w tył, a on do przodu.
Tak się męczy dla narodu.
I tak tańczą w noc i w dzień.
Niech no tylko małpki cień
Gdzieś pojawi się na ścianie,
Zaraz obok Lechu stanie.
Jedna małpka tuż pod ścianą.
No więc Lechu zaraz za nią.
Lecz uciekła. Się nie dała.
Zaraz inne zawołała.
One w bok, a on w piec.
Tak się kończy cała rzecz.
Taki taniec bardzo męczy.
Leży Lechu! No i jęczy!
I tak tańczą sobie żwawo.
One w prawo, w lewo on.
Tańczy Lechu tak jak słoń.
One naprzód, a on wstecz.
Bo o tańcu tutaj rzecz.
One w tył, a on do przodu.
Tak się męczy dla narodu.
I tak tańczą w noc i w dzień.
Niech no tylko małpki cień
Gdzieś pojawi się na ścianie,
Zaraz obok Lechu stanie.
Jedna małpka tuż pod ścianą.
No więc Lechu zaraz za nią.
Lecz uciekła. Się nie dała.
Zaraz inne zawołała.
One w bok, a on w piec.
Tak się kończy cała rzecz.
Taki taniec bardzo męczy.
Leży Lechu! No i jęczy!
czwartek, 12 listopada 2009
Kraj lat dziecinnych
Imperium
Imperium pada. Ojciec w potrzebie.
Daj drobny datek, a będziesz w niebie.
Wyciągnij kasę. Daj zaskórniaki.
Daj grubą forsę i daj drobniaki.
Jeny, dulary, euro, złotówki.
Wyjmij rezerwy z szafy. Z lodówki.
Dawaj co miesiąc. Co tydzień dawaj.
O nic nie pytaj i się nie stawiaj!
Daj drobny datek, a będziesz w niebie.
Wyciągnij kasę. Daj zaskórniaki.
Daj grubą forsę i daj drobniaki.
Jeny, dulary, euro, złotówki.
Wyjmij rezerwy z szafy. Z lodówki.
Dawaj co miesiąc. Co tydzień dawaj.
O nic nie pytaj i się nie stawiaj!
Ptok
Malowanie ptoka. Różne to są barwy.
Na jak długo jeszcze starczy wszystkim farby?
Tutaj dyrdymały. Tam jakieś siekiery.
Bo takie są ptoka prawdziwe maniery!
Na jak długo jeszcze starczy wszystkim farby?
Tutaj dyrdymały. Tam jakieś siekiery.
Bo takie są ptoka prawdziwe maniery!
środa, 11 listopada 2009
Listopad
Mokre szyby. Te dwie brzozy.
Pełne rannych ciężkie wozy.
Konie. Buty. I Kadrowa.
Do wymarszu już gotowa.
Mokre bruki i ulice.
Parasole. Kamienice.
Mokre place. Defilady.
Krok żołnierzy. I parady.
Biel i czerwień. Józef. Wódz.
Wtedy było - chcieć to móc.
Orły. Sztandar. I pałasze.
Takie święto. Polskie. Nasze.
Pełne rannych ciężkie wozy.
Konie. Buty. I Kadrowa.
Do wymarszu już gotowa.
Mokre bruki i ulice.
Parasole. Kamienice.
Mokre place. Defilady.
Krok żołnierzy. I parady.
Biel i czerwień. Józef. Wódz.
Wtedy było - chcieć to móc.
Orły. Sztandar. I pałasze.
Takie święto. Polskie. Nasze.
Święto
Czyste dusze. Czyste słowa.
Czyste serca. Czysta mowa.
Czyste myśli i zamiary.
Czyste chęci. Czyste dary.
Tych szanuję. Tym się kłaniam.
Czyste plany. Czyste zdania.
Czyści młodzi i dorośli.
Czyści ludzie. Ludzie prości.
Tych szanuję. Tych poważam.
Nie wyśmiewam. Nie obrażam.
Czyste oczy. Czyste ręce.
Czegóż nam tu trzeba więcej?
Ukłony dla Juliana Tuwima.
Każdy mój uczeń musiał znać na pamięć ten fragment poematu.
Czyste serca. Czysta mowa.
Czyste myśli i zamiary.
Czyste chęci. Czyste dary.
Tych szanuję. Tym się kłaniam.
Czyste plany. Czyste zdania.
Czyści młodzi i dorośli.
Czyści ludzie. Ludzie prości.
Tych szanuję. Tych poważam.
Nie wyśmiewam. Nie obrażam.
Czyste oczy. Czyste ręce.
Czegóż nam tu trzeba więcej?
Ukłony dla Juliana Tuwima.
Każdy mój uczeń musiał znać na pamięć ten fragment poematu.
Cytat
"Nasz naród jak lawa!
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa".
I w środku ta lawa także jest paskudna.
Więc z polskim narodem rozmowa jest trudna!
Kłótnie, waśnie i spory. I wzajemne boje.
Polak prawo Kalego przyjął jako swoje!
Nawet o rodzinie Polak ma przysłowie:
Najlepiej na zdjęciu! Każdy wam to powie!
I jeszcze jedno:
Gdzie dwóch Polaków, tam trzy są zdania!
I co tu jeszcze jest do dodania???
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa".
I w środku ta lawa także jest paskudna.
Więc z polskim narodem rozmowa jest trudna!
Kłótnie, waśnie i spory. I wzajemne boje.
Polak prawo Kalego przyjął jako swoje!
Nawet o rodzinie Polak ma przysłowie:
Najlepiej na zdjęciu! Każdy wam to powie!
I jeszcze jedno:
Gdzie dwóch Polaków, tam trzy są zdania!
I co tu jeszcze jest do dodania???
wtorek, 10 listopada 2009
Odszczepieniec
Kiedy idę chodnikiem i widzę, że przede mną leży coś paskudnego, to ja to omijam.
Większość obywateli jednak postępuje inaczej. Przystają i zaczynają dyskutować z tym czymś na różne sposoby. Starają się przekonać toto, że nie powinno na chodniku leżeć. Grożą, proszą, kpią, szydzą, ironizują, wyśmiewają, przywołują historię Polski od Mieszka, starożytną też, powołują się na wielkie autorytety, obrażają się, odchodzą. Za chwilę wracają i przekonywanie zaczyna się od nowa.
Taka myśl zawsze wpada mi do głowy, kiedy czytam różne fora.
Większość obywateli jednak postępuje inaczej. Przystają i zaczynają dyskutować z tym czymś na różne sposoby. Starają się przekonać toto, że nie powinno na chodniku leżeć. Grożą, proszą, kpią, szydzą, ironizują, wyśmiewają, przywołują historię Polski od Mieszka, starożytną też, powołują się na wielkie autorytety, obrażają się, odchodzą. Za chwilę wracają i przekonywanie zaczyna się od nowa.
Taka myśl zawsze wpada mi do głowy, kiedy czytam różne fora.
Mury
Wszędzie dookoła to mury padają.
I u nas są tacy, co się na tym znają.
Znają się na murach. Znają na betonie.
Znają się na rzeczy jak w tym składzie słonie!
Ci mury stawiają między Polakami.
To jest fakt bezsporny i powszechnie znany.
Bracia betonowi. Jarosław i Lech.
Powiedz te imiona, a usłyszysz śmiech!
I u nas są tacy, co się na tym znają.
Znają się na murach. Znają na betonie.
Znają się na rzeczy jak w tym składzie słonie!
Ci mury stawiają między Polakami.
To jest fakt bezsporny i powszechnie znany.
Bracia betonowi. Jarosław i Lech.
Powiedz te imiona, a usłyszysz śmiech!
poniedziałek, 9 listopada 2009
Pamięć
Podziwiam genialną pamięć wszystkich pytanych o 9 listopada 1989.
Każdy wiedział dokładnie, gdzie był i co robił w tym dniu.
Jako pytanie kontrolne proszę pytać zaproszonych do studia gości, kto prowadził Wiadomości o 19,30 w 1. programie TVP.
Wtedy się dowiemy, czy rzeczywiście mają taką genialną pamięć co do tego dnia, czy tylko wymyślają.
Każdy wiedział dokładnie, gdzie był i co robił w tym dniu.
Jako pytanie kontrolne proszę pytać zaproszonych do studia gości, kto prowadził Wiadomości o 19,30 w 1. programie TVP.
Wtedy się dowiemy, czy rzeczywiście mają taką genialną pamięć co do tego dnia, czy tylko wymyślają.
Same święta
Święto w Berlinie! Święto w Europie!
I na Podhalu! Zbieraj się, chłopie!
Jedź na Podhale! Uściskaj Lecha!
Bo on się do nas cudnie uśmiecha!
Lechu nas lubi! Lechu nas kocha!
Nad naszym losem po nocach szlocha!
I dla nas wszystkich bardzo się stara!
Że aż uszami mu bucha para!
I na Podhalu! Zbieraj się, chłopie!
Jedź na Podhale! Uściskaj Lecha!
Bo on się do nas cudnie uśmiecha!
Lechu nas lubi! Lechu nas kocha!
Nad naszym losem po nocach szlocha!
I dla nas wszystkich bardzo się stara!
Że aż uszami mu bucha para!
Poranek
Wczasy
Już nie będę prezydentem.
Nie podniosą mi się słupki.
Głosu na mnie nikt nie odda.
Chyba tylko same głupki.
Nawet brat mi nie pomoże.
Chociaż się wytęża w pracy.
Trzeba jasno to powiedzieć:
Już nie lubią mnie Polacy.
Takie czytam wciąż sondaże.
Większość to ma jedno zdanie:
Że najlepiej, gdy odejdę.
Gdy zakończę dziadowanie.
Więc odejdę. Już niedługo.
Gdzieś za góry i za lasy.
Bom się mocno napracował.
I należą mi się wczasy!
Nie podniosą mi się słupki.
Głosu na mnie nikt nie odda.
Chyba tylko same głupki.
Nawet brat mi nie pomoże.
Chociaż się wytęża w pracy.
Trzeba jasno to powiedzieć:
Już nie lubią mnie Polacy.
Takie czytam wciąż sondaże.
Większość to ma jedno zdanie:
Że najlepiej, gdy odejdę.
Gdy zakończę dziadowanie.
Więc odejdę. Już niedługo.
Gdzieś za góry i za lasy.
Bom się mocno napracował.
I należą mi się wczasy!
niedziela, 8 listopada 2009
Rymowanki
Ja piszę gratis. Wierszyki rozdaję.
Jeden je pochwali, drugi je połaje.
Lecz powiem Wam szczerze,
Że moje pisanie,
Jest tylko zabawą
I czasu spędzaniem.
Nie mam z tego nic.
Czasem wyjdzie coś fajnego,
Czasem zwykły pic!
Miłej niedzieli:)
Jeden je pochwali, drugi je połaje.
Lecz powiem Wam szczerze,
Że moje pisanie,
Jest tylko zabawą
I czasu spędzaniem.
Nie mam z tego nic.
Czasem wyjdzie coś fajnego,
Czasem zwykły pic!
Miłej niedzieli:)
Taki widok
Cisza cmentarna na korytarzach.
Nie ma lokaja. Nie ma kucharza.
Marazm i smutek. I przygnębienie.
Nie ma nadziei. Tylko zwątpienie.
I nikt nie walczy. Nikt się kłóci.
Każdy już patrzy, jak się obrócić.
I się rozgląda za nową pracą.
Tam już nie warto. Tam nie zapłacą.
I w JEGO sukces już nikt nie wierzy.
Każdy złowróżbne pogłoski szerzy.
Tylu ich było. Nie dali rady.
Były obiady, były biesiady.
A teraz pustka. Jakieś gazety
I stare buty. Jakieś berety.
Podarte książki. Złamane płyty.
Jakieś wyrwane z szuflad uchwyty.
Brudne kotary. Zasłony stare.
Puste butelki i pusty barek.
Ciemno i głucho. Światła zgaszone.
W kominku resztki jakieś spalone.
Wybite okna. Pożółkłe ściany.
I rdzą przeżarte biesiadne dzbany.
Wiatr po pokojach swobodnie hula.
Na krzesłach czosnek. W kącie cebula.
Tak to wygląda. To nie awaria.
Moi kochani. To Kancelaria!
Nie ma lokaja. Nie ma kucharza.
Marazm i smutek. I przygnębienie.
Nie ma nadziei. Tylko zwątpienie.
I nikt nie walczy. Nikt się kłóci.
Każdy już patrzy, jak się obrócić.
I się rozgląda za nową pracą.
Tam już nie warto. Tam nie zapłacą.
I w JEGO sukces już nikt nie wierzy.
Każdy złowróżbne pogłoski szerzy.
Tylu ich było. Nie dali rady.
Były obiady, były biesiady.
A teraz pustka. Jakieś gazety
I stare buty. Jakieś berety.
Podarte książki. Złamane płyty.
Jakieś wyrwane z szuflad uchwyty.
Brudne kotary. Zasłony stare.
Puste butelki i pusty barek.
Ciemno i głucho. Światła zgaszone.
W kominku resztki jakieś spalone.
Wybite okna. Pożółkłe ściany.
I rdzą przeżarte biesiadne dzbany.
Wiatr po pokojach swobodnie hula.
Na krzesłach czosnek. W kącie cebula.
Tak to wygląda. To nie awaria.
Moi kochani. To Kancelaria!
sobota, 7 listopada 2009
Grypa
Ptasia grypa. Świńska grypa.
Kto się boi - ten niech zmyka.
Ja nie boję się niczego.
Mam zapasy, mój kolego.
Mam herbatkę. Mam cebulę.
Miłe "małpki" tulę czule.
Trochę miodu także mam.
Więc kto zechce - to mu dam.
Mam też chrzan i pomidory.
No więc ja nie będę chory.
Mam owoce i warzywa.
No więc grypę ja wykiwam.
Mam też czosnek. Lipy kwiaty.
Więc nie wpadnę w tarapaty.
Mam też cytryn stosy całe.
Mam skarpetki. Duże, małe.
Mam też ciepłe rękawiczki.
I futrzane mam trzewiczki.
Myję rączki. Buzię myję.
Myję uszka, myję szyję.
Mam czapeczkę, aspirynę.
No i uśmiechniętą minę.
Rymy piszę. Kawę piję.
I spokojnie sobie żyję.
Kto się boi - ten niech zmyka.
Ja nie boję się niczego.
Mam zapasy, mój kolego.
Mam herbatkę. Mam cebulę.
Miłe "małpki" tulę czule.
Trochę miodu także mam.
Więc kto zechce - to mu dam.
Mam też chrzan i pomidory.
No więc ja nie będę chory.
Mam owoce i warzywa.
No więc grypę ja wykiwam.
Mam też czosnek. Lipy kwiaty.
Więc nie wpadnę w tarapaty.
Mam też cytryn stosy całe.
Mam skarpetki. Duże, małe.
Mam też ciepłe rękawiczki.
I futrzane mam trzewiczki.
Myję rączki. Buzię myję.
Myję uszka, myję szyję.
Mam czapeczkę, aspirynę.
No i uśmiechniętą minę.
Rymy piszę. Kawę piję.
I spokojnie sobie żyję.
piątek, 6 listopada 2009
Samo życie
Przeżyliśmy potop szwedzki.
Przeżyliśmy i radziecki.
Przeżyliśmy puste haki.
Przeżyjemy i bliźniaki!
Wiatr historii zmiecie Lecha.
Wiatr historii zmiecie Jarka.
Gdy Polacy zrozumieją,
Że się już przebrała miarka!
Przeżyliśmy i radziecki.
Przeżyliśmy puste haki.
Przeżyjemy i bliźniaki!
Wiatr historii zmiecie Lecha.
Wiatr historii zmiecie Jarka.
Gdy Polacy zrozumieją,
Że się już przebrała miarka!
Jesień
Idzie jesień. Idą chłody.
Pada stary. Pada młody.
Pada mały. Pada duży.
Tamten w domu, ten w podróży.
Grypy ptasie. Grypy świńskie.
Meksykańskie. Ukraińskie.
Dookoła pada wszystko.
Nieprzyjemne widowisko.
Padają bakterie.
Zarazki padają.
Lecz jedne paskudztwa
Dzielnie się trzymają.
Jakie to paskudztwa?
Pewnie zapytacie.
To paskudztwa z PiS-u!
Mój kochany bracie!
Te są najgorsze!
Takie mam zdanie.
Więc bądź ostrożny!
Uważaj na nie!!!
Pada stary. Pada młody.
Pada mały. Pada duży.
Tamten w domu, ten w podróży.
Grypy ptasie. Grypy świńskie.
Meksykańskie. Ukraińskie.
Dookoła pada wszystko.
Nieprzyjemne widowisko.
Padają bakterie.
Zarazki padają.
Lecz jedne paskudztwa
Dzielnie się trzymają.
Jakie to paskudztwa?
Pewnie zapytacie.
To paskudztwa z PiS-u!
Mój kochany bracie!
Te są najgorsze!
Takie mam zdanie.
Więc bądź ostrożny!
Uważaj na nie!!!
czwartek, 5 listopada 2009
Było, minęło.
Ja Wam powiem. Mnie się śniło,
Że za PiS-u lepiej było.
No bo kiedy rządził Jarek,
Nawet lepiej szedł zegarek.
No i słońce zawsze było.
Nawet w nocy też świeciło.
Poza tym, jak pewnie wiecie,
To porządek był w powiecie.
We wsi wszystko zaś działało.
A jak komu brakowało,
To dostawał za darmochę.
No i wracał se na wiochę.
W miastach wszyscy wciąż biegali
I agentów tam szukali.
Sporo goniło też za układem.
I żaden człowiek to nie był dziadem.
I cen podwyżek wtedy nie było.
Ludziom jak w maśle wszystkim się żyło.
A pensje i emerytury
To się co miesiąc pięły do góry.
I były gładkie jak lustro drogi.
A każdy kurczak to miał trzy nogi.
I każdy Polak miał pałę wielką.
A każda Polka była modelką.
I każdy słuchał i się stosował.
No i nikt nie protestował.
I wszyscy wszystkiego pod dostatkiem mieli.
Aż przyszedł Donald.
I diabli raj wzięli!
Że za PiS-u lepiej było.
No bo kiedy rządził Jarek,
Nawet lepiej szedł zegarek.
No i słońce zawsze było.
Nawet w nocy też świeciło.
Poza tym, jak pewnie wiecie,
To porządek był w powiecie.
We wsi wszystko zaś działało.
A jak komu brakowało,
To dostawał za darmochę.
No i wracał se na wiochę.
W miastach wszyscy wciąż biegali
I agentów tam szukali.
Sporo goniło też za układem.
I żaden człowiek to nie był dziadem.
I cen podwyżek wtedy nie było.
Ludziom jak w maśle wszystkim się żyło.
A pensje i emerytury
To się co miesiąc pięły do góry.
I były gładkie jak lustro drogi.
A każdy kurczak to miał trzy nogi.
I każdy Polak miał pałę wielką.
A każda Polka była modelką.
I każdy słuchał i się stosował.
No i nikt nie protestował.
I wszyscy wszystkiego pod dostatkiem mieli.
Aż przyszedł Donald.
I diabli raj wzięli!
Kurduple
Jakieś kurduple po wsi latają.
I już od rana nam tu mieszają.
Świnię podłożą lub rzucą kłodę.
Afery znajdą. Poleją wodę.
I szkody robią kurduple straszne.
Jeden coś krzyknie. Drugi coś wrzaśnie.
I tak się bawią przez dobę całą.
Takie kurduple są wsi zakałą.
Trzeba kurduplom by dać po pysku.
Albo wychłostać gdzieś na klepisku.
Albo wykopać gdzieś tam do rowu.
I będzie we wsi spokojnie znowu!
I już od rana nam tu mieszają.
Świnię podłożą lub rzucą kłodę.
Afery znajdą. Poleją wodę.
I szkody robią kurduple straszne.
Jeden coś krzyknie. Drugi coś wrzaśnie.
I tak się bawią przez dobę całą.
Takie kurduple są wsi zakałą.
Trzeba kurduplom by dać po pysku.
Albo wychłostać gdzieś na klepisku.
Albo wykopać gdzieś tam do rowu.
I będzie we wsi spokojnie znowu!
środa, 4 listopada 2009
Głosowanie
Na czele PSL stoi android.
Na czele Samoobrony - Lepper.
Więc głosowanie na polskich chłopów odpada.
Na czele SLD stoi - Napieralski.
Oni wiedzą, jak zaczynać, ale nie wiedzą, jak kończyć.
Jak zaczynać, to wie każdy głupi.
Też odpadają.
Głosowanie na PiS z oczywistych względów odpada!
No to co zostaje?
Na czele Samoobrony - Lepper.
Więc głosowanie na polskich chłopów odpada.
Na czele SLD stoi - Napieralski.
Oni wiedzą, jak zaczynać, ale nie wiedzą, jak kończyć.
Jak zaczynać, to wie każdy głupi.
Też odpadają.
Głosowanie na PiS z oczywistych względów odpada!
No to co zostaje?
Wódz
Z pianą na ustach i napuszony
Bredzi codziennie jak pokręcony.
Plecie i ględzi. Kpinki i kpiny.
I te wodzowskie kretyńskie miny.
Na pomoc wszystkie posiłki wzywa.
Jeszcze się łudzi. Noce zarywa.
I ma nadzieję. Jeszcze się łudzi.
Więc pluje jadem na wszystkich ludzi.
Jego oblicze: kłamliwe, brudne
I obrzydliwe. Jakże paskudne!
Stacza się ciągle każdego dnia.
Lecz w swym uporze zażarcie trwa!
W sobie zaś żadnej nie czuje winy.
Lecz koniec bliski. Już tej lawiny
Nikt nie powstrzyma. Pędzi z kopyta!
I ona o nic go nie zapyta!
Bredzi codziennie jak pokręcony.
Plecie i ględzi. Kpinki i kpiny.
I te wodzowskie kretyńskie miny.
Na pomoc wszystkie posiłki wzywa.
Jeszcze się łudzi. Noce zarywa.
I ma nadzieję. Jeszcze się łudzi.
Więc pluje jadem na wszystkich ludzi.
Jego oblicze: kłamliwe, brudne
I obrzydliwe. Jakże paskudne!
Stacza się ciągle każdego dnia.
Lecz w swym uporze zażarcie trwa!
W sobie zaś żadnej nie czuje winy.
Lecz koniec bliski. Już tej lawiny
Nikt nie powstrzyma. Pędzi z kopyta!
I ona o nic go nie zapyta!
wtorek, 3 listopada 2009
Kacze pióro
Kacze pióro! Pióro kacze!
Dajcie mi je! Niech zobaczę!
Co za jedno? Co za dziwy?
Nie pisało? Cud prawdziwy!
Pióro też się zbuntowało?
Pewnie sondaż oglądało!
Posłuszeństwa odmówiło!
No i całkiem się zbiesiło!
Posłuchajcie Wernyhory!
Zdrowy jesteś, czyś jest chory!
To są wróżby! To są znaki!
Mądre jak te ptaki szpaki!
To proroctwo! Przepowiednia!
Żadne bajki! Żadna brednia!
Posłuchajcie ludzie głusi!
Lech Kaczyński odejść musi!
Dajcie mi je! Niech zobaczę!
Co za jedno? Co za dziwy?
Nie pisało? Cud prawdziwy!
Pióro też się zbuntowało?
Pewnie sondaż oglądało!
Posłuszeństwa odmówiło!
No i całkiem się zbiesiło!
Posłuchajcie Wernyhory!
Zdrowy jesteś, czyś jest chory!
To są wróżby! To są znaki!
Mądre jak te ptaki szpaki!
To proroctwo! Przepowiednia!
Żadne bajki! Żadna brednia!
Posłuchajcie ludzie głusi!
Lech Kaczyński odejść musi!
Powroty
Już nie będę prezydentem.
Jest mi smutno niesłychanie.
Tylko kilka mam miesięcy,
By wyrażać swoje zdanie.
Będę je wyrażał mocno.
Będę je wyrażał stale.
Będę wołał na wsi, w mieście.
Będę wołał w karnawale.
Wiem, że to nic nie pomoże.
Słupki mi się nie podniosą.
Bo Polacy mają dosyć
I w wyborach mnie rozniosą.
Więc odejdę ja z urzędu.
Smutny będę jak owieczka.
I z oczami łez pełnymi
Wrócę sobie do Zapiecka!
Jest mi smutno niesłychanie.
Tylko kilka mam miesięcy,
By wyrażać swoje zdanie.
Będę je wyrażał mocno.
Będę je wyrażał stale.
Będę wołał na wsi, w mieście.
Będę wołał w karnawale.
Wiem, że to nic nie pomoże.
Słupki mi się nie podniosą.
Bo Polacy mają dosyć
I w wyborach mnie rozniosą.
Więc odejdę ja z urzędu.
Smutny będę jak owieczka.
I z oczami łez pełnymi
Wrócę sobie do Zapiecka!
poniedziałek, 2 listopada 2009
Zaduszki
Maglowanie i przędzenie.
Cięcie sieczki i bredzenie.
Żadne tkanie i deptanie.
Żadne pomyj wylewanie.
Niech nie będzie dziś klepania.
Niech nie będzie dziś spluwania.
Dzisiaj tego nie rób wcale.
Ale wspomnij ojców wiarę
I w Zaduszki idź na groby.
Odwiedź zmarłe już osoby.
Pomyśl o tych biednych duszach,
Co w czyśćcowych są katuszach.
Zapal świece, połóż kwiaty.
Złóż należne im obiaty!
Cięcie sieczki i bredzenie.
Żadne tkanie i deptanie.
Żadne pomyj wylewanie.
Niech nie będzie dziś klepania.
Niech nie będzie dziś spluwania.
Dzisiaj tego nie rób wcale.
Ale wspomnij ojców wiarę
I w Zaduszki idź na groby.
Odwiedź zmarłe już osoby.
Pomyśl o tych biednych duszach,
Co w czyśćcowych są katuszach.
Zapal świece, połóż kwiaty.
Złóż należne im obiaty!
O to chodzi
Bo chodzi tu o to, by ułożyć zdanie,
Co do serca wpadnie i tam pozostanie.
Bo można lać wodę, można mnożyć słowa.
Z łatwością to zrobi każda pusta głowa.
Lecz dobrać wyrazy i zdanie ułożyć.
Do tego się trzeba już bardziej przyłożyć.
Więc z tego wywodu rzecz jasna wynika:
Niech zdanie powita uśmiech czytelnika.
Nie rechot rubaszny, że aż się roznosi.
Nie o takie zdanie jasna myśl się prosi.
Lecz uśmiech łagodny. Taki uśmiech miły,
By twarze się wokół wszystkie rozjaśniły.
Co do serca wpadnie i tam pozostanie.
Bo można lać wodę, można mnożyć słowa.
Z łatwością to zrobi każda pusta głowa.
Lecz dobrać wyrazy i zdanie ułożyć.
Do tego się trzeba już bardziej przyłożyć.
Więc z tego wywodu rzecz jasna wynika:
Niech zdanie powita uśmiech czytelnika.
Nie rechot rubaszny, że aż się roznosi.
Nie o takie zdanie jasna myśl się prosi.
Lecz uśmiech łagodny. Taki uśmiech miły,
By twarze się wokół wszystkie rozjaśniły.
niedziela, 1 listopada 2009
Listopad
Pamiętajmy o tych ludziach,
Którzy od nas już odeszli.
Byli tutaj między nami.
Lecz swą drogę dawno przeszli.
Byli tutaj. Się starali.
Jedli, spali, trochę pili.
Jakieś plany pewnie mieli.
Razem z nami tutaj żyli.
Dziś w pamięci naszej żyją.
To nie szkodzi, że ciut pada.
Zapal znicz i zapal świecę.
Dziś jest pierwszy listopada!
Którzy od nas już odeszli.
Byli tutaj między nami.
Lecz swą drogę dawno przeszli.
Byli tutaj. Się starali.
Jedli, spali, trochę pili.
Jakieś plany pewnie mieli.
Razem z nami tutaj żyli.
Dziś w pamięci naszej żyją.
To nie szkodzi, że ciut pada.
Zapal znicz i zapal świecę.
Dziś jest pierwszy listopada!
Cmentarz
Światło, kolory, zapach, rozmowy.
Buty ciut stare. Kapelusz nowy.
I te nad grobem wspólne spotkania.
Uśmiechy, dłonie i powitania.
I są całusy. Co tam u ciebie?
Ja jestem pewna, że on jest w niebie!
I pełno sadzy. I pełno wosku.
Ja po zapałki lecę do kiosku!
Takie są wszystkie polskie cmentarze.
Dzieci wśród grobów. Mali figlarze.
Znicze i świece. Wieńce. Stroiki.
Głosy i szepty. Czasami krzyki.
I te modlitwy za zmarłych wszystkich.
Za obcych ludzi i za tych bliskich.
Usta szepczące to jedno zdanie:
Wieczny spoczynek racz im dać, Panie.
Taki dzień
Taki dzień. Gdy znicze płoną.
Czasem ludzie łzę uronią.
Mnóstwo zniczy. Mnóstwo ludzi.
Tyle wspomnień znów się budzi.
Już ich nie ma. Kiedyś byli.
Żyli sobie. Coś robili.
Tak się kończy każda ścieżka.
Po mnie tutaj ktoś zamieszka.
Więc dzień cenię. Księżyc. Słońce.
Dni pochmurne i gorące.
Kromkę chleba. Skromną strawę.
I poranną moją kawę.
Czasem ludzie łzę uronią.
Mnóstwo zniczy. Mnóstwo ludzi.
Tyle wspomnień znów się budzi.
Już ich nie ma. Kiedyś byli.
Żyli sobie. Coś robili.
Tak się kończy każda ścieżka.
Po mnie tutaj ktoś zamieszka.
Więc dzień cenię. Księżyc. Słońce.
Dni pochmurne i gorące.
Kromkę chleba. Skromną strawę.
I poranną moją kawę.
sobota, 31 października 2009
Mikrofon
I jest mikrofon. I Lechu wchodzi.
Powstali starsi, klęknęli młodzi.
Wszyscy pokornie pana witają.
Całują ręce. Raporty zdają.
On się uśmiecha. Ręce podaje.
Na wysokości zadania staje.
Idzie poważnie. Dostojnie kroczy.
Wszystkim głęboko zagląda w oczy.
Idzie poważnie. Uśmiech łagodny.
Lechu spokojny. Lechu pogodny.
Pewnie przemówi. Wszyscy czekają.
Na jego słowa nadzieję mają.
On się namyśla. Coś waży w głowie.
Myśli genialne zaraz wypowie.
Piękny garnitur. Wspaniałe buty.
Lecz niech to licho! Mikrofon zepsuty!
Powstali starsi, klęknęli młodzi.
Wszyscy pokornie pana witają.
Całują ręce. Raporty zdają.
On się uśmiecha. Ręce podaje.
Na wysokości zadania staje.
Idzie poważnie. Dostojnie kroczy.
Wszystkim głęboko zagląda w oczy.
Idzie poważnie. Uśmiech łagodny.
Lechu spokojny. Lechu pogodny.
Pewnie przemówi. Wszyscy czekają.
Na jego słowa nadzieję mają.
On się namyśla. Coś waży w głowie.
Myśli genialne zaraz wypowie.
Piękny garnitur. Wspaniałe buty.
Lecz niech to licho! Mikrofon zepsuty!
piątek, 30 października 2009
Nasza klasa
Nasza klasa. Podstawowa.
Co niektórych Bóg zachował.
Te spotkania. Te rozmowy.
Gdzie dziś te gorące głowy?
Maile, listy, zdjęcia, fora.
I spotkania. I już pora
Się rozchodzić. Parę fotek.
I bukiecik ze stokrotek.
Innych między nami nie ma.
Niech im lekką będzie ziemia.
Pamiętamy. Twarze. Miny.
Gry na placu. Żarty. Kpiny.
Pamiętamy. Te spodenki.
Te warkocze. Te sukienki.
Stroje, gesty, śmiechy, żarty.
Były łyżwy. Były narty.
Też niedawno rozmawiałem.
Nawet twarz jego widziałem.
Odszedł. Nagle, szybko, skrycie.
Cóż poradzić? Takie życie.
Hazard
Mafia, lobbyści, gry hazardowe.
To zwykłe sprawy. Gadki jałowe.
Jeden drugiego, drugi trzeciego.
Może w to wejdziesz, drogi kolego?
I jednoręcy jacyś bandyci.
Miłe spotkania. Wszyscy opici.
I lobbowanie, i nakłanianie.
Takie jest życie, szanowny panie.
Jakieś maszyny. Jakieś baraki.
Błyszczący neon, co daje znaki.
I ludzie grają i wygrywają.
A forsa leci. Na chleb nie mają.
I raz się uda, a raz nie uda.
Zwyczajne życie. Nie żadne cuda.
A mnie po głowie myśl ta przemyka,
By już od rana zagrać w "Chińczyka".
To zwykłe sprawy. Gadki jałowe.
Jeden drugiego, drugi trzeciego.
Może w to wejdziesz, drogi kolego?
I jednoręcy jacyś bandyci.
Miłe spotkania. Wszyscy opici.
I lobbowanie, i nakłanianie.
Takie jest życie, szanowny panie.
Jakieś maszyny. Jakieś baraki.
Błyszczący neon, co daje znaki.
I ludzie grają i wygrywają.
A forsa leci. Na chleb nie mają.
I raz się uda, a raz nie uda.
Zwyczajne życie. Nie żadne cuda.
A mnie po głowie myśl ta przemyka,
By już od rana zagrać w "Chińczyka".
Wyjazd
Jedzie Lechu do Brukseli.
Dawno go tam nie widzieli.
Wziął ze sobą reklamówkę.
W reklamówce zaś wałówkę.
Kilka małpek wziął na drogę.
Opowiedzieć o tym mogę.
Różne kształty. Różne smaki.
Bo to już podróżnik taki.
Ma swą reklamówkę i śniadanie drugie.
Ma też swoje małpki na wieczory długie.
Siądzie sobie w kątku w tym ostatnim rzędzie.
I nikogo o nic prosił się nie będzie!
Zje sobie śniadanie. Trochę poszczytuje.
Bo nasz Lechu wszędzie dzielnie się spisuje!
Dawno go tam nie widzieli.
Wziął ze sobą reklamówkę.
W reklamówce zaś wałówkę.
Kilka małpek wziął na drogę.
Opowiedzieć o tym mogę.
Różne kształty. Różne smaki.
Bo to już podróżnik taki.
Ma swą reklamówkę i śniadanie drugie.
Ma też swoje małpki na wieczory długie.
Siądzie sobie w kątku w tym ostatnim rzędzie.
I nikogo o nic prosił się nie będzie!
Zje sobie śniadanie. Trochę poszczytuje.
Bo nasz Lechu wszędzie dzielnie się spisuje!
czwartek, 29 października 2009
Komisja
Wszystko pięknie działa.
Ręka rękę myje.
Idzie jak po maśle.
A forsy po szyję!
I nagle coś pęka.
I układ się wali.
Dawniej przyjaciele,
Dziś zgraja rywali!
Czasem jest tragicznie.
Rozpacz. I łza leci.
Płacze ojciec z matką.
Płaczą małe dzieci!
A czasem jest śmiesznie.
Czasem romantycznie.
Czasem rozrywkowo.
A czasem komicznie.
Aneta i Stasek. A tak miło było.
Dziś wszyscy już wiemy, jak to się skończyło.
Jarek i Ludwiczek - wielcy przyjaciele.
A dziś z tej przyjaźni zostało niewiele.
Mogę te przykłady jeszcze długo mnożyć.
Ale nie zamierzam nikomu dołożyć.
Dał ci Pan Bóg głowę
Tylko do parady?
Więc pomyśl przez chwilę,
Z kim wchodzisz w układy?!
Ręka rękę myje.
Idzie jak po maśle.
A forsy po szyję!
I nagle coś pęka.
I układ się wali.
Dawniej przyjaciele,
Dziś zgraja rywali!
Czasem jest tragicznie.
Rozpacz. I łza leci.
Płacze ojciec z matką.
Płaczą małe dzieci!
A czasem jest śmiesznie.
Czasem romantycznie.
Czasem rozrywkowo.
A czasem komicznie.
Aneta i Stasek. A tak miło było.
Dziś wszyscy już wiemy, jak to się skończyło.
Jarek i Ludwiczek - wielcy przyjaciele.
A dziś z tej przyjaźni zostało niewiele.
Mogę te przykłady jeszcze długo mnożyć.
Ale nie zamierzam nikomu dołożyć.
Dał ci Pan Bóg głowę
Tylko do parady?
Więc pomyśl przez chwilę,
Z kim wchodzisz w układy?!
Liście
Muzeum
No to stawiamy muzeum Lecha.
I każda gęba już się uśmiecha.
A w tym muzeum dziwy różniste.
Tajne, poufne i oczywiste.
Jakieś laptopy, jakieś słuchawki.
I inne równie cenne zabawki.
Krzesła z Brukseli, paskudne pióra.
I jakaś z Gruzji dymiąca rura.
I mikrofony oraz kamery.
Nagrane Lecha cudne maniery.
I półki niskie. Półki wysokie.
Pełno tych rzeczy. Jak sięgniesz okiem.
Jest także szalik biało-czerwony.
I gdzieś tam w kątku kimono żony.
Jest także zdjęcie samego Lecha.
Gdy myje zęby i się uśmiecha.
Jest dłoń cesarza i krótka lista.
Kolekcja małpek. Rzecz oczywista.
Postać Huberta i postać dziada.
Bo do muzeum wszystko się nada.
Małpa w czerwonym, jakieś podwórka.
I znowu z Gruzji stara dwururka.
Jest raport bratu złożony pięknie.
I jeszcze chwila - muzeum pęknie.
I Benhauery, i Borubary.
Jest także znany Irasiad stary.
Gruzińskie wino. Szambo. Kanapki.
I zastawione w tej Gruzji pułapki.
Jest perfumeria. Są reklamówki.
I z Kancelarii puste makówki.
I każda gęba już się uśmiecha.
A w tym muzeum dziwy różniste.
Tajne, poufne i oczywiste.
Jakieś laptopy, jakieś słuchawki.
I inne równie cenne zabawki.
Krzesła z Brukseli, paskudne pióra.
I jakaś z Gruzji dymiąca rura.
I mikrofony oraz kamery.
Nagrane Lecha cudne maniery.
I półki niskie. Półki wysokie.
Pełno tych rzeczy. Jak sięgniesz okiem.
Jest także szalik biało-czerwony.
I gdzieś tam w kątku kimono żony.
Jest także zdjęcie samego Lecha.
Gdy myje zęby i się uśmiecha.
Jest dłoń cesarza i krótka lista.
Kolekcja małpek. Rzecz oczywista.
Postać Huberta i postać dziada.
Bo do muzeum wszystko się nada.
Małpa w czerwonym, jakieś podwórka.
I znowu z Gruzji stara dwururka.
Jest raport bratu złożony pięknie.
I jeszcze chwila - muzeum pęknie.
I Benhauery, i Borubary.
Jest także znany Irasiad stary.
Gruzińskie wino. Szambo. Kanapki.
I zastawione w tej Gruzji pułapki.
Jest perfumeria. Są reklamówki.
I z Kancelarii puste makówki.
W sieci
Zastawił wnyki ten na tamtego.
Jakiś donosik napisał na niego.
On na onego sidła zastawił.
I go honoru całkiem pozbawił.
Tamten wpadł w matnię, a ten w potrzaski.
I wszyscy wstali. Gromkie oklaski.
Pułapki, zasadzki, pęta i kleszcze.
I cały naród już krzyczy: jeszcze!
Macki, okowy, saki i sieci.
I tak nam w Polsce jakoś to leci.
Tak się bawimy. Gwoździe zbieramy.
Taka zagroda. Same barany!
Jakiś donosik napisał na niego.
On na onego sidła zastawił.
I go honoru całkiem pozbawił.
Tamten wpadł w matnię, a ten w potrzaski.
I wszyscy wstali. Gromkie oklaski.
Pułapki, zasadzki, pęta i kleszcze.
I cały naród już krzyczy: jeszcze!
Macki, okowy, saki i sieci.
I tak nam w Polsce jakoś to leci.
Tak się bawimy. Gwoździe zbieramy.
Taka zagroda. Same barany!
środa, 28 października 2009
Stolarstwo
Jakieś szuflady. Jakieś stoliki.
Robi, co może, by mieć wyniki.
I jakieś półki. Jakieś szuflady.
Robi, co może. Nie daje rady.
Coś tam bełkoce. Mocno się stara.
Że aż uszami mu idzie para.
A za nim stoi drużyna wierna.
Nie ma znaczenia, że taka mierna.
Oni z prezesem, a prezes z nimi.
Ale do czasu. Bo pogonimy.
Bo czas nadejdzie. Ludzi oświeci.
I o tym wiedzą już małe dzieci!
Robi, co może, by mieć wyniki.
I jakieś półki. Jakieś szuflady.
Robi, co może. Nie daje rady.
Coś tam bełkoce. Mocno się stara.
Że aż uszami mu idzie para.
A za nim stoi drużyna wierna.
Nie ma znaczenia, że taka mierna.
Oni z prezesem, a prezes z nimi.
Ale do czasu. Bo pogonimy.
Bo czas nadejdzie. Ludzi oświeci.
I o tym wiedzą już małe dzieci!
Podziękowania
Wszystkim, którzy znaleźli mój blog, serdeczne dzięki za zamieszczone komentarze.
Wszystkim udanego dnia!
Wszystkim udanego dnia!
Moim uczennicom
Rosną dziewczyny.
Rosną ich dzieci.
Niech więc dla każdej
Słoneczko świeci!
Niech każdy dzionek
Radość im daje.
W ich młodym życiu
Niech same maje!
Niech rosną zdrowo
Wszystkie pociechy.
Niech łez nie będzie.
Tylko uśmiechy!
Oglądałem zdjęcia na "Naszej klasie".
Rosną ich dzieci.
Niech więc dla każdej
Słoneczko świeci!
Niech każdy dzionek
Radość im daje.
W ich młodym życiu
Niech same maje!
Niech rosną zdrowo
Wszystkie pociechy.
Niech łez nie będzie.
Tylko uśmiechy!
Oglądałem zdjęcia na "Naszej klasie".
wtorek, 27 października 2009
Pochwała
Właśnie przeczytałem, że "językiem moich rymowanek można ostrzyć noże. Stachu - to moje najwyższe uznanie".
Ładne. Dlatego zamieszczam.
Ładne. Dlatego zamieszczam.
Drużyna
Lecz prezesa lubi każdy!
Z nikim nie ma takiej jazdy.
Jego uśmiech. Jego ruchy.
A wokoło jego zuchy!
Jego gwardia. Generały.
Jeden młody. Drugi stary.
Na twarz przed nim wciąż padają.
Swoje serca mu oddają!
Swoje serca. Swoje dusze.
Zaskórniaki i fundusze.
Swoje grille, swoje chatki.
Swoje dzieci, swoje matki!
Z nikim nie ma takiej jazdy.
Jego uśmiech. Jego ruchy.
A wokoło jego zuchy!
Jego gwardia. Generały.
Jeden młody. Drugi stary.
Na twarz przed nim wciąż padają.
Swoje serca mu oddają!
Swoje serca. Swoje dusze.
Zaskórniaki i fundusze.
Swoje grille, swoje chatki.
Swoje dzieci, swoje matki!
Było wielu
Było skandalistów wielu!
Tak coś pisał wieszcz kochany.
Lecz to było dawno temu
I nasz Lechu nie był znany.
Nikt do pięt mu nie dorasta
I w pomysłach, i w uśmiechu.
Takie gafy umie robić
Tylko nasz przyjaciel Lechu!
Bo tak mówiąc między nami:
On jest światu dobrze znany.
Lubi gafy i skandale.
I się nie przejmuje wcale!
Tak coś pisał wieszcz kochany.
Lecz to było dawno temu
I nasz Lechu nie był znany.
Nikt do pięt mu nie dorasta
I w pomysłach, i w uśmiechu.
Takie gafy umie robić
Tylko nasz przyjaciel Lechu!
Bo tak mówiąc między nami:
On jest światu dobrze znany.
Lubi gafy i skandale.
I się nie przejmuje wcale!
poniedziałek, 26 października 2009
Z okazji urodzin
Drogi Januszu. Pomysł jest dobry.
Kupić mieszkanie od pana Ziobry.
I w środku zrobić małe muzeum.
A na podłogę dać linoleum.
I aby prawu stało się zadość,
Zrób dla Kaczyńskich ogromną radość
I w tym muzeum daj różne rzeczy.
I będzie super. Nikt nie zaprzeczy.
Wannę Wassermana
I gwóźdź do trumny Leppera pana.
Prace doktorskie naszego Lecha
I jego zdjęcie, jak się uśmiecha.
Dzieła: "Jak mlaskać patriotycznie",
"Jak się uśmiechać wciąż idiotycznie".
I Irasiada na smyczy zielonej,
I małpę miłą w bluzeczce czerwonej.
Daj zdjęcie Benhauera i trykot Borubara,
Co się na bramce ogromnie stara.
Figurę boskiej Fotygi Anny
I moherowe obok niej panny.
Niech Anna tańczy sobie czardasza,
Ale nie w szpilkach, tylko w kamaszach.
I krótką listę paskudnych wrogów
I czynnych szatanów cały zestaw rogów.
A przed wejściem, drogi Januszu,
Daj wykształciucha, lecz w kapeluszu.
I miniaturkę meleksa w półlitrze.
Tego samego, co zawisł na Cyprze.
I sławną torebkę Szczypińskiej pani,
I modlitewnik Sobeckiej Ani.
I film o Giertychu, jak punktuje Kurskiego,
I spieprzającego dziada bezdomnego.
I daj niszczarki, i mikrofony.
I daj malutkie ziobrofony.
Daj czarownicę paskudną na miotle,
Jak miesza dusze w ogromnym kotle.
Daj kilka beczek wazeliny.
I Kamińskiego spocone miny.
Daj taśmy Beger, Beger Renaty.
I nie rzucone w zamachu granaty.
Przy wejściu buty Jarusia postaw.
A obok sławne wieśmaki zostaw.
I porozrzucaj wszędzie układy.
Flakony perfum daj dla parady.
I super szambo z wszystkiego wyszło!
Do tego doszło i na to nam przyszło!
Kupić mieszkanie od pana Ziobry.
I w środku zrobić małe muzeum.
A na podłogę dać linoleum.
I aby prawu stało się zadość,
Zrób dla Kaczyńskich ogromną radość
I w tym muzeum daj różne rzeczy.
I będzie super. Nikt nie zaprzeczy.
Wannę Wassermana
I gwóźdź do trumny Leppera pana.
Prace doktorskie naszego Lecha
I jego zdjęcie, jak się uśmiecha.
Dzieła: "Jak mlaskać patriotycznie",
"Jak się uśmiechać wciąż idiotycznie".
I Irasiada na smyczy zielonej,
I małpę miłą w bluzeczce czerwonej.
Daj zdjęcie Benhauera i trykot Borubara,
Co się na bramce ogromnie stara.
Figurę boskiej Fotygi Anny
I moherowe obok niej panny.
Niech Anna tańczy sobie czardasza,
Ale nie w szpilkach, tylko w kamaszach.
I krótką listę paskudnych wrogów
I czynnych szatanów cały zestaw rogów.
A przed wejściem, drogi Januszu,
Daj wykształciucha, lecz w kapeluszu.
I miniaturkę meleksa w półlitrze.
Tego samego, co zawisł na Cyprze.
I sławną torebkę Szczypińskiej pani,
I modlitewnik Sobeckiej Ani.
I film o Giertychu, jak punktuje Kurskiego,
I spieprzającego dziada bezdomnego.
I daj niszczarki, i mikrofony.
I daj malutkie ziobrofony.
Daj czarownicę paskudną na miotle,
Jak miesza dusze w ogromnym kotle.
Daj kilka beczek wazeliny.
I Kamińskiego spocone miny.
Daj taśmy Beger, Beger Renaty.
I nie rzucone w zamachu granaty.
Przy wejściu buty Jarusia postaw.
A obok sławne wieśmaki zostaw.
I porozrzucaj wszędzie układy.
Flakony perfum daj dla parady.
I super szambo z wszystkiego wyszło!
Do tego doszło i na to nam przyszło!
E-biznes
Stoją chłopacy. Jak za komuny.
A tuż przed drzwiami olbrzymie tłumy.
I jest kolejka. Żywa. Prawdziwa.
I grzecznie stoi. Nikt nie wydziwia.
I zaraz wejdą. I złożą wnioski.
Bo to e-biznes. Specjalnej troski!
Bo tu e-biznes. I chętnych wielu.
A tu kolejka jak z PRL-u!
Listy, kolejka i komitety.
Bo taka gmina u nas. Niestety.
Papier, pieczątki, ważne podpisy.
Pióro, kałamarz i długopisy!
A tuż przed drzwiami olbrzymie tłumy.
I jest kolejka. Żywa. Prawdziwa.
I grzecznie stoi. Nikt nie wydziwia.
I zaraz wejdą. I złożą wnioski.
Bo to e-biznes. Specjalnej troski!
Bo tu e-biznes. I chętnych wielu.
A tu kolejka jak z PRL-u!
Listy, kolejka i komitety.
Bo taka gmina u nas. Niestety.
Papier, pieczątki, ważne podpisy.
Pióro, kałamarz i długopisy!
Paweł i Gaweł
Paweł i Gaweł w jednym stali domu.
Ale bez dziewcząt. Wadziłyby komu?
Bez dziewcząt byli. I to ich zgubiło.
Bo mogło być miło, ale nie było.
Paweł i Gaweł, Jola i Anka.
Lepsza by była ta rymowanka.
Bo gdyby ze sobą dziewczyny wzięli,
Większą radochę z mieszkania by mieli!
Ale bez dziewcząt. Wadziłyby komu?
Bez dziewcząt byli. I to ich zgubiło.
Bo mogło być miło, ale nie było.
Paweł i Gaweł, Jola i Anka.
Lepsza by była ta rymowanka.
Bo gdyby ze sobą dziewczyny wzięli,
Większą radochę z mieszkania by mieli!
niedziela, 25 października 2009
Tytuły
Dziś uzyskałem trzy zaszczytne tytuły:
1. jestem niegodny,
2. jestem diabłem w ludzkim ciele,
3. jestem zwyczajnym brudnym burakiem.
W przeciwieństwie do braci, którzy są zacnymi, wspaniałymi patriotami i polską inteligencją.
1. jestem niegodny,
2. jestem diabłem w ludzkim ciele,
3. jestem zwyczajnym brudnym burakiem.
W przeciwieństwie do braci, którzy są zacnymi, wspaniałymi patriotami i polską inteligencją.
Poranek
Od pewnego czasu prowadzący "Poranek" mają bezwzględny zakaz wymawiania imienia "Stanisław".
Pewnie skończyła się miła współpraca.
Jeśli komuś się wydawało, że będę tylko chwalił, to się grubo pomylił.
Proszę pisać. Przeczytamy!
Te numery dobrze znamy!
Płyną maile. Listy płyną.
Pisze ojciec wraz z rodziną.
Pisze córka. Pisze matka.
Pisze sąsiad i sąsiadka.
Wybierzemy. Przesiejemy.
I się z widzów pośmiejemy!
Pewnie skończyła się miła współpraca.
Jeśli komuś się wydawało, że będę tylko chwalił, to się grubo pomylił.
Proszę pisać. Przeczytamy!
Te numery dobrze znamy!
Płyną maile. Listy płyną.
Pisze ojciec wraz z rodziną.
Pisze córka. Pisze matka.
Pisze sąsiad i sąsiadka.
Wybierzemy. Przesiejemy.
I się z widzów pośmiejemy!
Przyczyna
Wiem, że ci smutno, Kaczyński Lechu.
I nam Polakom nie jest do śmiechu.
Lecz nie obarczaj nikogo winą.
Możeś ty sam wszystkiego przyczyną?
I nam Polakom nie jest do śmiechu.
Lecz nie obarczaj nikogo winą.
Możeś ty sam wszystkiego przyczyną?
sobota, 24 października 2009
Taki cykl kiedyś pisałem
A na tym zdjęciu, uczniu kochany,
To nasz prezydent. Jest uczesany,
Błyszczą mu oczy, twarz mu jaśnieje.
Całą osobą swą promienieje.
A za nim niebo jest gorejące.
Więc pan prezydent sam jest jak słońce.
To Słońce Azji, to Słońce Gruzji.
Ale najbardziej Słońce Iluzji.
To nasz prezydent. Jest uczesany,
Błyszczą mu oczy, twarz mu jaśnieje.
Całą osobą swą promienieje.
A za nim niebo jest gorejące.
Więc pan prezydent sam jest jak słońce.
To Słońce Azji, to Słońce Gruzji.
Ale najbardziej Słońce Iluzji.
Poranne smutki
Nie wyglądam na idola. Po polsku nie umiem.
Ale przecież coś tam, coś tam czasami rozumiem.
Staram się me myśli wyrazić usilnie.
Przecież ja polszczyzny uczyłem się pilnie!
Sondaże spadają. Europa się śmieje.
Co robić, Rodacy? Dajcie mi nadzieję!
Ciemność wszędzie, a dokoła tylko same smutki.
Chyba pójdę do kredensu napiję się wódki!
Ale przecież coś tam, coś tam czasami rozumiem.
Staram się me myśli wyrazić usilnie.
Przecież ja polszczyzny uczyłem się pilnie!
Sondaże spadają. Europa się śmieje.
Co robić, Rodacy? Dajcie mi nadzieję!
Ciemność wszędzie, a dokoła tylko same smutki.
Chyba pójdę do kredensu napiję się wódki!
Subskrybuj:
Posty (Atom)